Rewelacja, po prostu rewelacja ! „Polskie Upiory” to zbiór znakomitych opowiadań niesamowitych, wyrafinowanych tak w treści jak i w formie, odwołujących się do klasycznej literatury grozy. Zbiór,  który z jednej strony zadowoli czytelnika poszukującego w horrorze głównie rozrywki (opowiadania bardzo konkretnie straszą!), z drugiej zmusi do myślenia poprzez poruszaną tematykę, gdzie pojawią się nacjonalizm, nietolerancja, ślepa pogoń za pieniądzem, przemoc wobec kobiet czy alkoholizm. Świetna rozrywka z uzasadnionymi ambicjami artystycznymi.

+

Tom otwierają (dość spokojnie) dwa teksty – „Góra Krzyży”  6/10, w którym trupy żołnierzy pochowanych w bitwach różnych wojen wstają z grobów żądając szacunku dla swej śmierci, oraz „Młode, Martwe Kobiety” (7/10),  gdzie czytelnik zapozna się z tzw. psychopompem – osobą posiadającą moc kontaktowania się ze zmarłymi, pomagającą przejść im na drugą stronę i opuścić ziemski świat.

Bomba eksploduje po raz pierwszy w tekście „W Ostatnią Godzinę Nocy” ( 9/10). Przyznam, że tekst czytało się z ogromną przykrością i niechęcią, traktuje on bowiem o śmiertelnej chorobie dziecka. Co do zasady nie znoszę tego rodzaju historii, w trakcie lektury zgrzytałem aż zębami ze złości, jednak niezwykły końcowy twist fabularny całkowicie odmienił ocenę opowiadania, wgniatając wręcz w ziemię swą makabrycznością i autentyczną grozą.

Od tego momentu każde praktycznie opowiadanie było dobre. Czy była to traktująca o koszmarze pedofilii a utrzymana w klimacie japońskich ghost stories z Sadako-podobnymi czarnowłosymi morderczymi zjawami „Powiedz Tylko Słowo”, czy złowrogie i odrażające „Miejsce Na Ziemi” (8/10), gdzie brutalność i wypełnione żądzą pieniądza współczesne chamstwo zostaje straszliwie ukarane morderczą klątwą przynoszącą śmiertelną chorobę, czy w końcu zgrabnie opracowana legenda ludowa o podkradającej nowo narodzone dzieci mamunie („Ludzie Których Zabrakło” -7/10), jest tylko dobrze (albo jeszcze lepiej).

Nawet trochę zbyt gęsty fabularnie „Modernista” (7/10) w którym duch młodopolskiego poety wstępuje we współczesnego mężczyznę z przerażającym dla żony skutkiem czy też  przewidywalne „Coś Za Coś” (7/10 – nadprzyrodzone siły kierują losami kilku osób, by ocalone zostało czyjeś życie) również dobrze się bronią.

Ale prawdziwy atak na czytelnika przeprowadza Borowiec w finałowych powiadaniach zbioru. Jedno jest lepsze od drugiego. Począwszy od  „Na Granicy Miasta”  (10/10 !), gdzie zmarłe duchy bronią przed chciwością i zgiełkiem współczesności pewien szczególny zagajnik, poprzez genialne historie lovecraftowskie –  „Spirala”   (10/10 – przeklęta księga przynosi nieszczęście – dyskretne ukłony w kierunku mangi „Uzumaki”) i „Początek Procesu Zarządzania”  (9/10  – lovecraftowskie monstrum ukryte w podziemiach poradzieckiej bazy wojskowej – tutaj niektóre momenty przypominają Relację Navidsona z „Domu Z Liści” Danielewskiego), aż do wieńczącego całość finałowego creme de la creme – opowiadania „Fantasta” (10/10), w którym autor wspaniale balansuje na granicy autoironii, autobiografii i horroru, wykrzywiając otaczającą go rzeczywistość niczym Stephen King w „Lśnieniu”. Oto nieudany autor powieści grozy, zaniedbujący rodzinę i nadużywający alkoholu, spotyka „diabła” obiecującego mu nowe życie w zamian za wyrzeczenie się ambicji literackich, w zamian za oddanie swych pomysłów fabularnych innemu. Nagle okazuje się że druga osoba żyje sławą autora a „diabeł” wcale nie jest diabłem-  na każdym poziomie rewelacyjne opowiadanie.

+

Dla czytelnika to jedna z najlepszych chwil, kiedy książka, co do której miał spore nadzieje, ale której się też obawiał, (że nadzieje te zawiedzie), okazuje się nie tylko dobra, okazuje się wspaniała i początkowe oczekiwania przekraczająca. Tak właśnie miało to miejsce w przypadku „Polskich Upiorów” Piotra Borowca. Autentycznie zbierałem szczękę z podłogi. Styl opowiadania autora, jego pomysły i rozwiązania fabularne przypadły mi do gustu w sposób wręcz nadzwyczajny.

Borowiec, trochę w tradycji „tematycznych” zbiorów Grabińskiego połączył większość tekstów składających się na „Polskie Upiory” wspólnym mianownikiem. Bohaterami opowiadań są prawnicy – sędziowie, adwokaci, prokuratorzy czy urzędnicy. Fabuła z reguły wysnuwa się z zagadnień dotyczących ich pracy – sporu sądowego, prowadzonego śledztwa czy postępowania administracyjnego. Nadaje to całej książce dużej spójności artystycznej, poszczególne teksty łączą się klimatycznie w większą całość. 

Owszem takie podejście ma swoją cenę. Bohaterowie poszczególnych opowiadań są do siebie uderzająco podobni, wręcz można napisać „zastępowalni”, motywy, pomysły fabularne powtarzają się w podobnych ujęciach, sam styl narracji za jest dość statyczny, oparty z reguły na opisie, referowaniu, nie żywiołowej akcji. Niemniej osobiście uważam to nie za wadę a za wyraz artystycznej konsekwencji autora. Dla mnie najważniejsze było, jak dobrze się książkę Borowca czytało, jak bardzo przyciągała ona moją uwagę. Może gdybym był krytykiem, oczekiwałbym większej różnorodności, ale  jestem tylko czytelnikiem, fanem grozy, którego „Polskie Upiory” dokładnie takie, jakie są, totalnie zachwyciły. Chcę więcej i jeszcze więcej.

Do „Polskich Upiorów” Borowca wrócę na pewno. To bardzo silny kandydat do tytułu polskiego horroru AD 2018. Gratuluję, zachwycam się, i, klaskaniem mając  obrzękłe prawice, wołam o kolejne teksty autora – może czas na powieść ? (Osobiście kocham opowiadania, ale rynkowo podobno czas jest taki, że dobrze jest pisać większe formy). 

Dawno nie czytałem tak doskonałej polskiej grozy (chyba ostatnie na tym poziomie było „Nie Ma Wędrowca” Guni). Gorąco polecam wszystkim fanom horroru.