Rodzinny napad na bank nie mógł skończyć się dobrze. Zwłaszcza że już na początku dowiadujemy się, że w banku straszy, a co gorsza, zamiast spodziewanej fortuny, w kasach znajdują się, nie przymierzając, drobne na kawę z automatu. W sumie jednak ten moment konsternacji jest jedynym bodaj w filmie, który funduje widzowi trochę napięcia, gdyż bohaterów jeszcze nie znamy zbyt dobrze i nie jesteśmy pewni, czy któryś przypadkiem nie pęknie i nie zacznie zabijać pracowników banku, tym bardziej, że niektórzy przejawiają od początku cechy wręcz psychotyczne. Od razu też na pierwszy plan wysuwają się spośród piątki bandytów główni bohaterowie – Leach Dillon (Eastwood) i jej rodzeństwo, Michael (Haze) i Vee (Manning).

Szybki napad skończyłby się jeszcze szybciej, gdyby nie tajemniczy jegomość podający się za pracownika banku (Franco), który najpierw uprzedza opryszków o cichym alarmie, a następnie snuje opowieść o tajemniczym sejfie w podziemiach, w którym ma się kryć spodziewana fortuna… Nietrudno się domyślić, że za chwilę towarzystwo zacznie się plątać po ciemnych, nawiedzonych korytarzach wśród migającego światła, a otwarcie sejfu nie przyniesie nic dobrego. Napięcie spada jak ciśnienie w przebitych oponach, a niestety bez tego zarówno fabuła filmu, jak i auto siadają.

Reżyserem filmu jest Dan Bush, dość młody reżyser i scenarzysta, chciałbym powiedzieć, że utalentowany, ale po seansie Sejfu nie mam takiej pewności. Tytuły dzieł z jego dotychczasowego dorobku niewiele mi mówią, są to głównie krótkometrażówki, najwyżej jest oceniany segment antologii The Signal z 2007 roku. Tym razem jednak Dan zafundował mi półtorej godziny przynudzania i pozbawionych logiki scen, gdyż za nic nie mogłem pojąć motywacji bohaterów i sensu ich poczynań, a niektóre wątki uleciały gdzieś sobie bez żadnego ładu i składu.

Oprócz popularnego w miarę Jamesa Franco, tu chyba wlepionego dla nazwiska na plakacie, na ekranie mamy okazję zobaczyć również urodziwą córę Clinta Eastwooda, Francescę, która pojawiła się na razie epizodycznie w kilku znanych produkcjach TV (Fargo, Twin Peaks). Zarówno jednak jej rola, jak i pozostałych aktorów nie daje możliwości zaprezentowania zbyt wyrafinowanej gry. Scenarzysta pokusił się wprawdzie o naszkicowanie jakiegoś konfliktu między rodzeństwem, ale chyba tylko po to, żeby miało ono okazję nieco na siebie pokrzyczeć, gdyż w końcu uznał, że rozwijanie wątku z konfliktem jest nieistotne dla fabuły. Podobnie nie miał pomysłu jeśli chodzi o charaktery bohaterów – bo samo gadanie Michaela, by nie robić krzywdy zakładnikom, i wrzaski Vee na Leach nie wystarczą.

Co istotne – Sejf jest filmem niskobudżetowym, ale nie aż tak skrajnie (5 mln dolarów), ograniczonym do jednej w zasadzie lokacji. Czas realizacji zdjęć to 17 dni, więc może i efekt nie powinien dziwić. Ale nawet na tle innych podobnych straszaków film prezentuje się słabo. Samo osadzenie akcji w nowej lokalizacji to nadal za mało, bo skoro już tak powierzchownie potraktowano charaktery bohaterów, to przydałoby się trochę widza postraszyć. Ale twórca nie mógł się zdecydować, czy iść w stronę straszenia scenami gore, czy może „jump scenkami” i w rezultacie mamy niewiele jednego i drugiego. Podsumowując, Sejf to film słaby, dobry do obejrzenia w trakcie nasiadówy z piwkiem, podczas której leci sobie w tle coś dla chwilowego odwrócenia uwagi.