Kto ma przykre wspomnienia ze szkoły – ręka w górę! Z całą pewnością zobaczyłabym cały las. Nic w tym dziwnego, trudno bowiem w ciągu wymagających lat dojrzewania mieć wyłącznie przyjemne doświadczenia. O to właśnie założenie oparł się Jacek Radzymiński, pisząc swój debiut pt. „Rozeznanie duchów”. Opis na okładce informuje, że będę miała okazję uważniej się przyjrzeć fali samobójstw w elitarnym warszawskim liceum, ale nie tylko – zło zatacza szersze kręgi i nikt nie może się czuć bezpieczny, nawet handlarz na stoisku z tandetą.

Sam termin „rozeznanie duchów” brzmi dziwnie i egzotycznie dla osób takich jak ja, które nie są obeznane z jakąkolwiek religią. Szybkie wyszukiwanie pozwoliło mi poszerzyć swoją wiedzę na ten temat i okazało się, iż jest to proces, w którym można rozróżnić, czy konkretne dary bądź zdolności pochodzą od Boga, czy niekoniecznie. Po lekturze książki muszę stwierdzić, że… Tytuł wprowadza w błąd. Ani przez chwilę pochodzenie sił dręczących bohaterów nie staje pod znakiem zapytania. Szkoda, bo mogłoby to otworzyć całkiem nowe możliwości dla fabuły i nadać jej interesującej głębi. Taki sam tytuł nosi pierwsza z pięciu części. Książka jest właściwie zbiorem opowiadań powiązanych ze sobą tematyką i postaciami, w każdym jednak nasza uwaga skupia się na innych bohaterach.

Pierwsze stanowi wstęp do przygnębiającej historii liceum imienia Sierakowskiego, które stanowi wspólny mianownik wszystkich ofiar sił nieczystych. Poznaję Klaudię, Karola oraz jego dziewczynę, której imię nigdy nie pada – i która ostatecznie jest najbardziej interesującą postacią w całej książce. Opowiadanie „Dwa: Memoria” ni z tego ni z owego wrzuca czytelnika w wir przygotowań do wystawy na cześć powstańców z Armii Krajowej. Mam w nim do czynienia z zupełnie innymi postaciami: pomysłodawcą-profesorem, doktorantami, chmarą harcerzy i wspomnianymi powstańcami, teraz już staruszkami z szeregiem dolegliwości. Trzecia część, pod tytułem „Dwuspojrzenie”, rozgrywa się na obozie harcerskim. Pojawiają się w nim bohaterowie z poprzedniego opowiadania, lecz uwaga skupia się na Julii, dziewczynce z osobliwą historią i wynikającymi z tego różnymi problemami. Julia jest również bohaterką opowiadania „Cztery: Obok Orła”, która rzuca trochę światła na historię liceum oraz ziemi, na której je pobudowano. Ostatnie opowiadanie pod tytułem „Pięć: Bóg wypadł z interesu” jest chyba najciekawsze, a także bardzo luźno powiązane z całą resztą. Poznaję w nim Ukrainkę Nadię, która przyjechała do Polski by studiować i spróbować ułożyć sobie tutaj życie. Nie wiem, z jakimi trudnościami imigranci borykają się w kraju nad Wisłą, ale to, co opisał autor, wydaje się dobrze przygotowane i w przeciwieństwie do całej reszty historii, rzeczywiste.

Pisząc „rzeczywiste” nie twierdzę, że nie podoba mi się nadprzyrodzona natura sił, które dręczą bohaterów – wręcz przeciwnie, przepadam za tym gatunkiem horroru. Problem tkwi w postaciach. Cała ich bateria stanowi uosobienie rozmaitych stereotypów, trudno się z nimi utożsamić czy nawet je polubić, bo bezustannie raczą czytelnika wypowiedziami rodem z dowcipów lub artykułów prasowych niskich lotów. Nie uciekli przed tym nawet bohaterowie. Są płascy – tych, których zapamiętałam, można opisać w kilku słowach, pozostałych zapomniałam po przewróceniu strony.

To nie jedyny problem, jaki nęka to dzieło. Lucy Maud Montgomery w swoich książkach o aspirującej pisarce twierdziła, że dialogi są najtrudniejsze do napisania; wymagają prawdziwego kunsztu i swobody językowej. Niestety, w „Rozeznaniu duchów” nie uświadczyłam dobrych dialogów. Większość z nich jest stylizowana na mowę potoczną bądź rozmowy nastolatków, co powoduje, że brzmią niewiarygodnie.  Kolejną bolączką jest narracja, która z jednej strony dostarcza dużo zbędnych informacji, a z drugiej pomija spore okresy czasu, kwitując je krótkimi, suchymi sformułowaniami na podobieństwo „fast forward” na odtwarzaczu. Na domiar złego styl wymaga solidnego dopracowania. Jak nie przebija przez niego pruderia autora, to serwuje czytelnikowi przedziwne konstrukcje językowe lub pretensjonalne, fałszywe ubolewania nad stanem rzeczy, jakby autor mrugał do czytelnika porozumiewawczo i szukał z nim płaszczyzny porozumienia.

To wszystko dałoby się przełknąć, gdybym w zamian otrzymała interesującą fabułę. Nic z tego! Gdy już się wydaje, że historia się rozkręca i zaraz dowiem się, o co w tym wszystkim chodziło – opowiadanie skręca w zupełnie inną stronę, następnie się kończy i pozostawia mnie w zupełnej ciemności. Muszę przyznać, że jest w tej książce kilka dobrych pomysłów i przy odrobinie starań niektóre z nich stanowiłyby materiał na samodzielne publikacje, niemniej ściśnięte w jednym dziele i potraktowane po macoszemu straciły cały swój potencjał. Na domiar złego opowiadania mają zaburzoną kolejność chronologiczną, co tym bardziej psuje odbiór całości. Miało być tajemniczo, a wyszło byle jak.

Na okładce prezentuje się czarnowłose dziewczę, które fryzurą przypomina Sadako. W tle widać wózek inwalidzki i jasną ścianę z cegieł. Z drugiej strony mamy tę samą dziewczynę na tle przeszklonych drzwi, jest upiornie przezroczysta, lecz włosy ciągle zasłaniają jej twarz. Niestety, grafika nie ma nic wspólnego z treścią. Nie bez kozery mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce – nic jednak nie poradzę na to, że lubię, gdy jakoś korelują ze sobą. Ponadto mój egzemplarz nie wytrzymał lektury oraz wertowania w poszukiwaniu inspiracji do recenzji, bowiem rozkleił się już na pierwszym rozdziale. Po drodze spotkałam kilka literówek, jest ich jednak niewiele i w żaden sposób nie wpływają na odbiór książki.

Nigdy dotąd nie spotkałam się z tekstem Jacka Radzymińskiego, dlatego nie miałam oczekiwań, które można by było zawieść. Do jego debiutu podeszłam bez uprzedzeń czy nadziei i dokładałam starań, by być tak obiektywną, jak to tylko możliwe. Niestety, „Rozeznanie duchów” po prostu nie jest dla mnie. Nie lubię nierozwiązanych zagadek, bałaganu i pozbawionych charakteru postaci. Jak wspomniałam wcześniej, jest tutaj kilka pomysłów, które miały prawdziwy potencjał, ale może dobrze by było, gdyby jeszcze poleżakowały w szufladzie i dojrzały przed publikacją. „Rozeznanie…” może się podobać, niemniej trudno wskazać mi grupę docelową, która powinna je w pełni docenić.

O „Rozeznaniu duchów” pisaliśmy już wcześniej tutaj.

Za egzemplarz dziękujemy wydawnictwu Fantom.

Podobne Posty