Stało się ! Guy N. Smith powrócił !

Ćwierć wieku temu, jak w rozbłysku supernowej, rodzący się w Polsce rynek księgarski zalały naraz dziesiątki kieszonkowych horrorów, których drapieżne, komiksowe okładki królowały we wszystkich księgarniach i na straganach z książkami. Czas ten trwał krótko, ledwie parę lat, nazywany jednak do dziś bywa „złotym wiekiem” horroru w Polsce, a, Guy N. Smith, jako że w ramach ówczesnego boomu wyszło kilkadziesiąt  jego tytułów, jest jego najbardziej charakterystycznym reprezentantem.

Smith pisał o wszystkim, horror okultystyczny, psychologiczny, ghost stories, jednak jego prawdziwą wizytówką był tzw. animal horror, a w ramach tego podgatunku 6-tomowa saga o krwiożerczych krabach mutantach. Nic dziwnego zatem, że Dom Horroru, przypominając polskim czytelnikom Smitha, zdecydował się właśnie na książkę z krabiego cyklu. By móc w miarę bezproblemowo wejść w historię, zdecydowano się na zbiór opowiadań.

To była doskonała decyzja. Opowiadania pozwalają uwypuklić to, co w prozie Smitha najlepsze – krótkie, drapieżne sceny, pulpowe gore, absurdalny humor sytuacyjny. Znacznie mniej widoczne są zaś typowe wady smithowej prozy, kiepska struktura, nonsensy fabularne czy kiepskie zakończenia.

Teoretycznie zamieszczone w zbiorze opowieści stanowią uzupełnienie historii opowiedzianej w sadze, zaledwie jednak w jednym przypadku („Zemsta”) znajomość poprzednich książek może być do czegokolwiek potrzebna. Większość opowiadań po prostu stara się jak najszybciej doprowadzić do konfrontacji człowiek – kraby i z energią opisać sceny masakry. W paru do głosu dochodzi przewrotne poczucie humoru autora. Tu wyróżniają się „Przynęta”, a zwłaszcza groteskowa „Krabia Armada”, w której Kraby, używają zatopionego setki lat temu galeonu hiszpańskiej Wielkiej Armady do „inwazji” na Wielką Brytanię.

Formuła opowiadania pozwala uniknąć Smithowi jeszcze jednego nonsensu. W powieściach cyklu kraby są prawie nieśmiertelne – nic sobie  nie robią np. z wojskowego ostrzału artyleryjskiego (przypominając tym monstra z japońskich filmów o Godzilli). W opowiadaniach jest inaczej – kraby mogą zginąć od celnego strzału myśliwego („Przynęta”), wybuchu („Ocalały”) czy, niczym smok wawelski, od zjedzenia zatrutego mięsa („Ostateczne Starcie”).

Tłumaczenie pozostawia niestety sporo do życzenia. Zdarzają się błędy widoczne polskim okiem, a ogólna jakość czytanego tekstu jest dość przeciętna. Ale kiepski przekład Smitha to swego rodzaju tradycja, można zatem uznać, że stało się jej i tym razem zadość.

Na pochwałę zasługuje bardzo dobra okładka, natomiast format wydania jest nieprzekonujący. Szkoda, że DH nie zdecydował się na naśladowanie stylu niegdysiejszego Phantom Press (w ramach którego wychodził cykl krabowy), mała książeczka, obok nawiązania do historii, byłaby poręczniejsza i łatwiej ukryłaby fakt niewielkiej ilości tekstu.

Parę słów podsumowania.

Smith to autor budzący do dziś skrajne emocje. Ma on silną grupę przeciwników, oskarżających go (może i słusznie…) o nieudolność, brak polotu i elementarnych umiejętności warsztatowych. Ma też jednak Smith grupę wiernych fanów, bawiących się jego szalonymi pomysłami fabularnymi, przewrotnym humorem i solidną ilością pulpowego gore. Teraz całe nowe pokolenie czytelników może zapoznać się z autorem, będącym wręcz uosobieniem, symbolem pulpowego złego smaku. Ja osobiście bawiłem się świetnie i  już czekam na zapowiedzianą  przez Phantom Books kolejną książkę Smitha –  „Przeklęci”.

PS.

Nosiłem się z zamiarem zatytułowania tej opinii „Powrót Króla”, ale uznałem, że są granice prowokacji. 🙂

Podobne Posty