Minęło sporo czasu, od kiedy skończyłem najnowszą książkę Adama Zalewskiego. Ten czas był potrzebny, bym mógł dokładnie uporządkować myśli i słowa – i sprawdzić, co z tej powieści we mnie zostało. Minęło sporo czasu, po którym mam już pewność, że Zalewski ma swoje „Drugie oblicze”.

Twórczość, oraz osoba Adama Zalewskiego jest dla mnie szczególnie ważna. Jako początkujący recenzent, oceniałem jego pierwsze książki, moje pierwsze wywiady przeprowadzałem właśnie z nim, a jako początkujący autor przed debiutem, wysłuchiwałem tego, co ma do powiedzenia o mojej twórczości. Pisanie takich rzeczy w recenzji jest ryzykowne, bo mogłoby odebrać jej całą wiarygodność. Prawda jest jednak taka, że to, że literatura Zalewskiego jest dla mnie ważna, sprawia, że oczekuję od niej więcej. Zwłaszcza od książki, na którą czekałem całe lata – a taką jest właśnie „Drugie oblicze”.

Dlatego tak uderzył mnie fakt, że przeczytałem powieść, która tak różni się od wcześniejszych dzieł autora. Z pozoru dostałem to, co jest znakiem rozpoznawczym Zalewskiego: małe, senne miasteczko, policjanci o twardych spojrzeniach, Ameryka podobna do tej z powieści Stephena Kinga. Drastycznie nie zmienił się też styl – gdyby ktoś dał mi próbkę bez tytułu, ani nazwiska autora, po pierwszych paru zdaniach wiedziałbym, że napisał je właśnie Adam Zalewski. Coś się jednak zmieniło. Dwie składowe książki są nowe, inne.

Pierwszą z nich jest tło fabularne – kiedy w poprzednich książkach autora, zwykle bardzo ważne było zarysowanie postaci, fabuły, samo wprowadzenie, w „Drugim obliczu” wszystkie postacie historii bardzo szybko odsłaniają swoje role i akcja rusza do przodu. Z fabularnego wprowadzenia narratora powieści, wiem też, co się wydarzy – Zalewski ustawia pionki, odsłania przede mną końcową katastrofę, a ja, jako czytelnik mam patrzeć jak wydarzenia zmierzają w stronę czegoś, co jest nieuchronne i nic nie można na to poradzić. Wiem dobrze, co się stanie – pozostała mi tylko bezradność. Mocny, zarówno ciałem jak i duchem, od pierwszego wejrzenia zakochuje się w najlepszej dziewczynie ze szkoły, ona zaś w nim – już chwilę po tym, jak widzą się pierwszy raz, idą za rękę. Do nowych mieszkańców miasteczka przychodzi z wizytą duchowny – kiedy okazuje się, że są innej wiary, wybucha nienawiścią i zaczyna knuć przeciwko nim. Oczywiście, w kieszeni ma pół miasteczka. Pionki stoją na planszy, kostki zostały rzucone.

I przy takim budowaniu fabuły i postaci, spodziewałem się szybkiej, mocnej, męskiej i bezpardonowej akcji, której Zalewski się przecież nie boi, jak dobitnie pokazał w „Grizzly”. Tymczasem znów zostałem zaskoczony.

Bo przez całą pierwszą część książki wszelkie pionki przesuwają się powoli. Miłość, chociaż ponadczasowa i gorąca od pierwszych chwil, tworzy powoli związek. Rodzina Robinsonów, która chciała zacząć wszystko od nowa w nowym miejscu, zyskuje również znajomych. Silny nastolatek, Slim, usiłuje poradzić sobie z kłopotami w szkole. Senne miasteczko przejmuje kontrolę nad powieścią, chociaż co chwilę słychać pomruki nadciągającej burzy. A jednak, kiedy Zalewski przyzwyczaił mnie do mocnych, niemal westernowych opowieści, tu snuje historie zupełnie inną – pierwsza część „Drugiego oblicza” to jest bowiem historia o młodości. Jej wzlotach i upadkach, gwałtownych burzach, szkolnych wrogach i pierwszych doświadczeniach erotycznych. To opowieść (mimo czającej się grozy) pełna nostalgii.

Kończy się, kiedy nadciąga nieubłaganie finał. Zalewski z wprawą wytrawnego twórcy, popycha pewne pionki do działania i następuje wszystko to, co było nieuchronne.

Właśnie dlatego potrzebowałem czasu, by się uporać z tą książką. Nie czułem podczas jej czytania napięcia, nie mogłem ekscytować się powolnym budowaniem psychiki postaci. Ale jednak tym, co na mnie podziałało (i myślę, że właśnie ten efekt chciał uzyskać autor), była moja bezradność wobec nadciągających wydarzeń i powolna obserwacja, jak nostalgiczny, gorący świat młodzieńczych emocji zamienia się w piekło, a głowni bohaterowie postawieni zostają w sytuacji, z której każde wyjście wydaje się złe. Jak senne, małe miasteczko ujawnia swoje drugie oblicze.

Podobnie, jak swoje drugie oblicze ujawnił sam autor, dowodząc, że cały czas umie zaskakiwać – na poziomie, na którym zaskoczenia nigdy bym się nie spodziewał.

O Autorze

Michał Stonawski (ur. 1991 r. w Krakowie) - Redaktor naczelny lubiegroze.pl. Autor beletrystyki, publicysta, krytyk literacki. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010". Od tego czasu opublikował ponad trzydzieści opowiadań tak elektronicznie, jak i na papierze (ostatnio: "Cisza" w "Nowej Fantastyce"). Aktywny członek fandomu fantastyki, organizator i koordynator eventów literackich, w latach 2014-2016 współorganizator Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Na 2017 rok planowana jest premiera książki "Mapa Cieni: Kraków", której jest pomysłodawcą, redaktorem i współautorem. Ostatnio próbuje swoich sił jako Game Developer - wiceprezes Alrauna Studio. Kontakt: mstonawski@gmail.com

Podobne Posty