Na ten dzień czekali wszyscy miłośnicy Kinga i znaczna część fanów horroru. 8 września, po latach spędzonych na produkcji, w kinach ukazał się remake popularnej ekranizacji powieści o krwiożerczym klaunie zatytułowany „To”. Remake’i mają pod górkę już od samego początku: wygórowane wymagania, nakręcony hype i wspomnienie umiłowanego oryginału sprawiają, że trudno jest spojrzeć na film jako samodzielne dzieło. Nie inaczej było w tym przypadku. Pomimo licznych pozytywnych recenzji, na forach można przeczytać wiele opinii, pochodzących od rozczarowanych fanów, którzy spodziewali się czegoś lepszego.

Derry to paskudne miejsce, wie to każdy, kto zainteresował się dziełami Stephena Kinga. Bohater „Dallas ‘63” stwierdza, że „z tym miastem było coś nie tak”, a chłopcy z „Łowcy snów” przechodzą nad tym do porządku dziennego: „w Derry czasem znikają dzieci. Można chyba nawet powiedzieć, że miasteczko z tego słynie”. W przeciwieństwie do nich, bohaterowie „Tego” nie godzą się z tragiczną rzeczywistością i decydują się zbadać, co stoi za tajemniczymi zniknięciami. W skład Klubu Frajerów wchodzi początkowo czterech chłopców, Bill Denbrough, Richie Tozier, Eddie Kaspbrak i Stanley Uris; wkrótce do nich dołączają Ben Hascom, Mike Hanlon i jedyna dziewczyna w grupie, Beverly Marsh. To dzieciaki pochodzące z najróżniejszych środowisk i każde z nich zmaga się z własnymi problemami. Bill kilka miesięcy temu stracił brata, z którym był bardzo blisko związany; Eddie ma nadopiekuńczą matkę, a Stanley stara się sprostać wymaganiom surowego ojca. Ben nie ma żadnych przyjaciół, Mike jest sierotą, a ponadto wszyscy są dręczeni przez gang starszych chłopców, których główną rozrywką jest dokuczanie młodszym i słabszym. W odróżnieniu od książki i miniserialu, poznajemy ich podczas pierwszego starcia z Pennywisem, a ich przygody oglądamy w czasie teraźniejszym, nie w retrospekcjach.

Już od pierwszych scen raczą nas piękne zdjęcia, długie, spokojne ujęcia i duże zbliżenia. Scena, w której Bill robi dla George’a łódkę, jest urocza, niemal na granicy banału. Chwilę potem towarzyszymy młodemu Denbrough w jego pogoni za papierowym okręcikiem, który nieustraszenie płynie w dół ulicy. Piękna muzyka sprawia wrażenie, jakby to była scena z familijnego filmu; wkrótce klaun w studzience burzowej wyprowadza widza z błędu. Wydaje się, że chwilę później powróci to mylne odczucie, gdy akcja przenosi się do ostatniego dnia szkoły, lecz nie jest to obraz o niewinnych urwisach do obejrzenia niedzielnym popołudniem. Dzieci mają własne osobowości i poglądy, potrafią być okrutne, ostrożne lub bohaterskie i zdeterminowane, a wszystkiemu towarzyszą naturalne dialogi, w których nie brakuje przekleństw i niewybrednych sformułowań. To film o dzieciach, ale z całą pewnością nie dla dzieci.

Warstwa obyczajowa filmu ogromnie przypadła mi do gustu, przypomina świetnie nakręcone, kultowe „Stań przy mnie”. Inaczej się przedstawia sprawa z grozą w filmie. Bezpośredniość, która nieźle się spisywała przy kreowaniu bohaterów, zawodzi, gdy na scenę wkracza Pennywise ze swoim cyrkiem strachów. Atmosfera zagrożenia istnieje bardziej w domyśle, niż faktycznie i niejednokrotnie skutkuje jumpscare’ami, które przecież należą do najbardziej prymitywnych sposobów na wystraszenie widza. Nie ma tu niedopowiedzeń i koszmary ukazują się w pełnej krasie, tańczą i śpiewają. Przeraża ich kuriozalność, obrzydliwa powierzchowność i fakt, że nigdy nie wiadomo, co jest prawdziwe, a co urojone, jest to jednak płytki strach, który znika tuż po opuszczeniu kina.

Film prezentuje się świetnie tak wizualnie, jak dźwiękowo. Dziecięcy aktorzy zagrali rewelacyjnie i po mistrzowsku odegrali swoje role. Można się było tego spodziewać po Finnie Wolfhardzie, który zadebiutował w „Stranger Things” świetną kreacją Mike’a Wheelera. Pozostali występowali już przed kamerą, żaden jednak nie miał na koncie równie znaczących obrazów. W Pennywise’a wcielił się 27-letni Bill Skarsgård, który pomimo młodego wieku był świetnym wyborem dla tej postaci. Choreografia, ruchy przypominające pacynkę na sznurkach wywierają potężne wrażenie, a upiorny uśmiech prześladuje przez cały seans. Świetnym aktorom towarzyszy równie dobra muzyka. Dziecięce wokale i chórki uzupełniają piękne, tajemnicze instrumentale, a te przeplatają się z muzyką popową, nadając całości lekkości i klimatu nastoletnich lat. Zarówno soundtrack, za który odpowiada Benjamin Wallfisch („Lights out”, „A Cure for Wellness” czy „Annabelle: Creation”) jak i “Oficjalna Playlista Klubu Frajerów” (“The Losers’ Club Official Playlist”) są dostępne na Spotify.

Nowe „To” to przygoda trwająca 2 godziny 15 minut. To dużo, biorąc jednak pod uwagę ilość materiału jaki należało pokryć i złożoność całej fabuły, trudno się dziwić. Pod licznymi względami to rewelacyjne widowisko, które każdy miłośnik Kinga i horrorów powinien obejrzeć, w mojej opinii jest to jednak film obyczajowy z twistem, nie stricte grozy. Być może kolejna część, o dorosłym Klubie Frajerów, będzie pod tym względem bardziej dopracowana. „To” wzięło amerykańskie kina szturmem, a druga część ma już wybranego reżysera i scenarzystę. Pennywise jeszcze powróci… I może zrobi jeszcze większe wrażenie.

  • Smoke RecordsTV

    Cały film online To 2017 można już obejrzec online na stronie : filmy-cda.com.pl/film-to-cda-2017-caly-film-online/
    Miłego oglądania 😉