Z dawna wyczekiwana, komentowana na długie miesiące przed datą publikacji, ambitna aż do (momentami) przesady antologia polskiego weird fiction – „Sny Umarłych” ostatecznie w sierpniu ukazała się na rynku. W środku, zgodnie z zapowiedziami, znajdziemy przegląd różnorakich odmian i odcieni współczesnego weirdu.

O ile fanów gatunku przekonywać do książki na pewno nie trzeba, o tyle osobom spoza ścisłego zakonu należy się zdanie wprowadzenia. Weird fiction to szczególna odmiana literatury niesamowitej (horroru), koncentrująca się, zamiast eskapistycznej zabawy okropieństwami i grozą fabularną, na badaniu i opisywaniu lęków egzystencjalnych współczesnego człowieka. To gatunek z założenia bardzo artystyczny, mało komercyjny, wymagający od odbiorcy dużego skupienia i szczególnej wrażliwości (skłonność do depresyjnego black metalu ew. dark ambientu mile widziana). Proza weird fiction rzadko iskrzy się żywą akcją czy jump scenami, nie ma na celu wykreowania interesujących postaci czy opisu realistycznych relacji międzyludzkich. Często gęsto tradycyjnie rozumiana fabuła zastępowana jest przez prozę poetycką o depresyjnym, mrocznym charakterze. Warto zatem wstępować do świata weirdu ostrzeżonym i nastawionym skupienie i namysł,  na kontakt z twórczością ponurą i przygnębiajacą.

Poniżej garść refleksji na temat poszczególnych opowiadań zamieszczonych w  „Snach Umarłych”. Jak łatwo zauważyć, nie jest to tradycyjnie rozumiana recenzja nowo ukazującej się książki – to raport czytelniczy z wrażeń wywołanych przez lekturę.

*

Całość otwiera krótkie, świetne wprowadzenie jednego z redaktorów antologii – Krzysztofa Grudnika, zwięźle omawiające istotę gatunku weird fiction, a potem pora już na same opowiadania.

Na pierwszy ogień idzie „Diorama” Anny Marii Wybraniec. Jonasz (tak, ten z brzucha wieloryba), zaciąga się na statek w charakterze lekarza/kucharza. Wkrótce trafia do niego marynarz ze spuchniętym palcem. Okłady z octu okazują się nieskuteczne, opuchlizna rozwija się, ogarnia całe ciało i doprowadza do śmierci chorego w męczarniach. Wkrótce zaczyna chorować kolejny członek załogi a sekcja zwłok ofiary doprowadza do odkrycia istoty choroby.  Opowiadanie jest bardzo creepy, ponure i bardzo odrażające, z efektownym (choć wymagającym nieco namysłu) zakończeniem. Mocny początek zbioru –  7/10

W porównaniu do dusznej atmosfery „Dioramy” „Tamta Dzielnica” Daniela Gapińskiego, mimo swego apokaliptycznego charakteru wprowadza nieco przestrzeni i światła. Opowieść o tym, jak „nasz”  uporządkowany, przewidywalny świat, stopniowo zagarniany jest przez chaos, brud i upadek „tamtej dzielnicy” ma wymiar momentami wręcz publicystyczny (łącznie z cytatami z byłego prezydenta RP), a całość napisana jest lekko i efektownie. Bardzo dobrze  się czyta, ciekawie pomyślane i realizowane. Mocne 7/10.

Kolejne opowiadanie –  „W Poszanowaniu Zasad Dla Pustynnego Miasta” Konrada Knapka, to praktycznie afabularny ligottiański poemat prozą, przebrany w opowieść o tytułowym Pustynnym Mieście (Hollywood ???), zamieszkujących to miasto Aktorach, Agentach i Producentach. Niestety, historia ta zupełnie mnie nie przekonała. Czasami lektura weird fiction kojarzy mi się z zawodami w podnoszeniu ciężarów. Wychodzi taki zawodnik, napina się, żyły mu puchną, twarz czerwienieje…no właśnie. Pewnie ciężarów inaczej nie da się podnosić, ale w czytaniu preferuję więcej lekkości. Za dużo wydało mi się w „Pustynnym Mieście” takiej śmiertelnej powagi i chęci uchwycenia Najgłębszych Prawd, za mało rozrywkowej grozy. 2/10

Podobne wrażenie wywołały niezrozumiałe, również poetyckie „Lalki I Dusze” Krzysztofa Maciejewskiego. Na plus można tylko zaliczyć krótki rozmiar poematu i figurę lalki, samą w sobie mocno niesamowitą. Reszta założenia tego opowiadania była dla mnie zbyt trudna do uchwycenia, stąd tylko 3/10.

Na szczęście kolejny tekst –  „Śnieg Widmo” Dagmary Adwentowskiej jest bardzo udany, przypominający trochę klimatem co lepsze odcinki serialu „Z Archwium X”. W niektórych momentach swego życia narrator traci świadomość. Jego umysł wypełnia wtedy tytułowy widmowy śnieg, spoza którego tajemniczy Posłańcy usiłują nawiązać z nim kontakt. Po latach okazuje się, że tę samą  przypadłość posiada syn bohatera… Świetny, zgrabny twist końcowy dodaje jeszcze niesamowitości tej dobrej historii. 7/10

„Zużyć Przed Marcem 1998” Istvana Vizvarego to kolejne udane opowiadanie, przedstawiające  historię łódzkiego dziennikarza, który natrafia na stary film pokazujący tajemniczą kamienicę w gettcie. Rozpoczyna on śledztwo mające odkryć położenie domu i historię zamieszkujących dom ludzi. Zamiast znaleźć jednak odpowiedzi, sam znika bez śladu…Połączenie niesamowitości i holocaustu to temat ciekawy, pojawiający się czasami w literaturze niesamowitej. Vizvary opowiadając swą historię zręcznie buduje napięcie, precyzyjnie rozwija fabułę. Dobra lektura –  7/10

„Odejdź Królestwo Moje” Krzysztofa Matkowskiego to może najbardziej poetycki tekst antologii – trochę przypominający swym nieskrępowanym rozmachem wyobraźni „Królestwo Snów” Lovecrafta. Autor opisuje w nim podróż narratora przez szereg fantastycznych krain w poszukiwaniu swej córki. Niestety czyta się całość trudno, brak określonej linii fabularnej nuży, ostatecznie subiektywnie tylko 3/10  (choć na pewno hardcorowi fani weird będą zachwyceni).

Za to „Najlepszy Pracodawca” Norberta Góry to jedno z najbardziej udanych opowiadań całej antologii. Wizyta inspektora pracy w pewnym magazynie prowadzi do niesamowitego finału, w którym inspektor ten dołącza do załogi…Fajny „korporacyjny” horror, w którym rolę grają nie tyle koszmar  i groza, co raczej duszny niepokój. Byłby z tego świetny film animowany. Gratuluję, doskonałe opowiadanie. 8/10

„Duch” Olafa Pajączkowskiego fabułę ma osadzoną w czasach rewolucji francuskiej. Większość utworu zajmują rozmowy głównych aktorów tamtych czasów, Dantona, Robespierre, Marata czy Saint Justa. W momencie lektury wydawało się ono całkiem dobre, ale. niestety, zapomniałem o ukrytych w nim przenośniach i analogiach losu człowieczego jeszcze przed końcem książki – pozostało mi tylko wspomnienie podzwaniających za oknem łańcuchów… Widać nie było do końca do mnie adresowane, stąd, pamiętając, że czytało się je sprawnie i żywo, subiektywna ocena to tylko 5/10.

Paweł Mateja pisze tak dobrze, że powinien rozważyć, czy nie zając się tym poważniej.  „Ktoś Powinien Coś Z Tym Zrobić” to dobry przykład jego talentu, opowiadanie pełne narastającego napięcia i niepokoju. Jego bohater, recepcjonista podrzędnego hotelu, musi zając się psem, ujadającym całymi godzinami na balkonie jednego z apartamentów. Poganiany przez zniecierpliwionych gości hotelowych mężczyzna zmierzy się z tajemnicą zamkniętego pokoju i  w końcu „coś zrobi” z wyjącym zwierzęciem. 7/10

„Ci, Którzy Trwają” Tomasza Graczykowskiego…. cóż, dla tego jednego opowiadania warto byłoby kupić „Sny Umarłych”… Jego bohaterem jest martwy (!) policjant, którego ciało zostało po śmierci ożywione przez ukryty w trzewiach ziemi, kosmiczny byt.  Byt ten żywi się złem ludzkości, cierpieniem i krzywdą. W potrzebie złożenia ofiary bóstwu bohater, niczym swoisty Dexter, łowi wszelkiej maści obrzydliwców. Tym razem poszukuje on brutalnego seryjnego mordercy, zwanego, ze względu na charakterystyczne okaleczania ciał ofiar, Kolekcjonerem Twarzy.  Akcja pędzi na łeb, na szyję, trup ściele się gęsto, krew bluzga na prawo i lewo, a stężenie grozy i makabry wręcz szokuje czytelnika. Opowiadanie przypomina mocno drapieżny, energiczny styl Clive Barkera z czasów genialnych „Ksiąg Krwi” (trudno mi wymyślić większy komplement). Gorąco polecam – 9/10 i ręce spuchnięte od braw. Zastanawia tylko,  na ile to opowiadanie przynależy jeszcze do weird fiction ?

Po dawce emocji, jaką zapewnili „Ci, Którzy Trwają” trudno było uwierzyć, że kolejny tekst będzie w stanie „się przebić”. Tym większe zaskoczenie i brawa dla Rafała Chojnackiego. Jego „Margines Poszerza Się” to mroczny skandynawski thriller, opisujący narastający strach samotnego starca mieszkającego w położonym na odludziu domu. Panicznie obawia się on, że wraz z jesienną nocą z otaczającego jego dom lasu wyjdą demony. Na pomoc przerażonemu przybywają sąsiad wraz z córką. Ale demony przybyły pierwsze … Zawarte w tekście odwołania do Ingmara Bergmana były chyba niepotrzebne, opowieść świetnie broni się sama, szczególnie wspaniałe, pełne grozy zakończenie 8/10

Wojtek Gunia to już uznana marka – prawdziwy mistrz polskiego weird fiction. Nie zawodzi i tym razem, opisując w  „Raporcie W Spawie Objawień Przy Ulicy Szeptów” życie sparaliżowanego starca, godzinami obserwującego z balkonu najbliższą okolicę. Uwagę obserwatora przyciąga opuszczony, podupadający dom, w którego piwnicach podobno objawili się „święci”. Starzec śledzi tajemnicze grupy gromadzących się wieczorami w okolicach domostwa kultystów (ihaaa!). Gdy dołączy do nich również jego opiekunka, będzie musiał sam poznać przerażającą prawdę. Świetny, niesamowity finał (trochę przypominający „Madonnę” Clive Barkera). Wielkie brawa dla autora, że będąc arbitrem elegantiarum ligottiańskiego, poetyckiego weird fiction, nigdy nie zapomina, że istotą weirdu jest również horror. 7/10

No właśnie. Kolejny autor – Kamil Subzda w swym opowiadaniu „Trajektorie” bardzo zaniedbał wytworzenia atmosfery grozy. Historia oscyluje wokół zjawiska bifurkacji,  na skutek którego zaczynają się pojawiać, no, powiedzmy, sobowtóry niektórych ludzi. Momentami tekst nasuwa skojarzenia z twórczością Grabińskiego („Po Stycznej”, „Fałszywy Alarm”) ale zupełnie bez powabu charakteryzującego dzieła Mistrza. W rezultacie powstało dość  ciężkostrawne, zamknięte w kręgu hermetycznych koncepcji opowiadanie. Zupełnie nie dla mnie. 2/10

„Ristretto” Bartosza Orlewskiego cechuje przede wszystkim rozbuchana do granic wyobraźnia, szalone, „bizarne” wizje, gdzie w rolach głównych występują gadające psy i ….traktowana antropomorficznie kawa (tutaj jako „Czarna”). Być może opowiadanie przypadnie do gustu miłośnikom nurtu bizarro, którzy docenią groteskową atmosferę, dla fana grozy jest ono jednak niezadowalające. 4/10

No i niestety przyszedł czas na „Molocha”….  Dziwaczny, turpistyczny tekst, opisujący losy przybysza, krążącego po wnętrzu ogromnego wieżowca (tytułowy Moloch) i poznającego jego mieszkańców, nastawiony jest na szokowanie i obrzydzenie czytelnika, ale brak mu mrocznej elegancji (obecnej np. w „Dioramie”). Wizje zawarte w opowiadanej historii wydają się niespójne i chaotyczne, całość czytało się ciężko i z narastającym zniechęceniem. Niestety, subiektywna ocena to 1/10 (choć niewątpliwie niektórzy fani weirdu będą mieć święto).

Za to „Róża Wiatrów” Agnieszki Kwiatkowskiej to bardzo udane, konkretne opowiadanie, w którym proporcje pomiędzy weird a grozą są odpowiednio dobrane i zbalansowane. Pracująca w mieście bohaterka wraca na wieś do rodzinnego domu, w którym cały czas zamieszkuje jej siostra. Początkowo wydaje jej się, że tutaj  znajdzie  ukojenie po wielkomiejskim rozgwarze, stopniowo jednak zaczynają ją otaczać niepokojące zjawiska i zdarzenia. Jej siostra ukrywa jakąś mroczną, rodzinną tajemnicę. Dobre, z dreszczem strachu i z efektownym pomysłem –  7/10.

W „Mieszkańcach Osiedla” Piotr Borowiec opowiada historię o położonym na uboczu miasta, tajemniczym osiedlu. Osiedla tego nie ma na mapach, praktycznie brak o nim wzmianek w internecie, sprawia wrażenie niedokończonej, opustoszałej dekoracji. Narrator będzie musiał wyjaśnić tajemnicę i odwiedzić pewną opuszczoną fabrykę. Pomysł porzuconego w pół budowy osiedla i rodzących się na nim tajemniczych sił (chyba trochę inspirowany „Ślepym Torem” Grabińskiego), jest intrygujący, ale opowiadaniu brakuje trochę wigoru; wygląda jakby było ono nieco na siłę pisane „pod antologię weird fiction”, ze szkodą dla horroru. W rezultacie spodobało się tak sobie –  5/10.

Bardzo miłym zaskoczeniem okazało się za to „W Domu Mego Ojca” Przemysława Pilarka, tym większym, że przecież archetyp Ojca jest  do bólu przez weird fiction wyeksploatowany. Tymczasem tekst Pilarka jest bardzo udany. Trzymając się ściśle kanonów gatunku,  nie wymyślając nawet jakiegoś prochu i nie siląc się na nadmierną oryginalność, umiejętnie opisuje on poszukiwanie i finałową konfrontację bohatera ze swym ojcem. Bardzo zgrabnie napisane opowiadanie efektownie posługuje się matową, szarą poetyką złego snu – wiodąc do poruszającego zakończenia. 7/10

Duch Lovecrafta unosił się już nad tekstem Graczykowskiego, ale to Tomasz Połoński w opowiadaniu „Kwadra Ostatnia” oddał największy honor Mistrzowi z Providence. Polski naukowiec na zatrudniony na uniwersytecie w Birmingham znika bez śladu podczas poszukiwania tajemniczej księgi, która znajduje się podobno w posiadaniu miejscowego zdziwaczałego kolekcjonera. Narracja z jednej strony opisuje śledztwo, prowadzone przez angielskiego policjanta, z drugiej zaś przedstawia ostatnie chwile przed zniknięciem naukowca. Na duży plus gęsty, lovecraftowski, konsekwentnie budowany nastrój klasycznej grozy. Tajemnicza, zakazana księga, ponure domostwo na uboczu, jego niesamowity mieszkaniec (autor w pewnym momencie zręcznie wykorzystuje motyw fabularny znany z „Terrible Old Man”). Niestety, finał  opowiadania jest mniej udany i swą niedookreślonością trochę rozczarowuje – 6/10

W  tekście „Powrót Bez Powrotu” Radosława Jarosińskiego” czytelnik przenosi się do opuszczonej chatynki, w której podczas odwrotu spod Moskwy ukrywała się grupka żołnierzy Napoleona. Wokół domostwa dziać się zaczynają dziwne zdarzenia, kolejni uciekinierzy giną bez śladu… Zgrabne, i dobrze napisane, choć przydałoby się nieco silniejszy akcent położyć na akcję i horror. 6/10

„Cudowny Świat” Adrianny Wiśniewskiej jest złożony z dwu części, i nie bardzo wiadomo, co je ze sobą łączy. Pierwsza to futurystyczne sci fi; w nieco post apokaliptycznej scenerii bohaterka o imieniu Echo walczy o zdobycie żywności. W części drugiej, niezrozumiale zmienia się perspektywa i tonacja utworu; konająca w jaskini smoczyca uskarża się na ludzkość odbierającą jej terytorium. Echo pojawia się też w tej historii, ale bardzo trudno pojąć, jaka logika spajać ma ze sobą te dwie opowieści. Jedynie 2/10.

Niestety, w tekście „Febra” Pawła Matuszka zupełnie nic do siebie nie pasuje. Tym razem pojawia się aż pięć różnych, zupełnie od siebie oderwanych historii, bez wspólnego mianownika, bez łączącego je tematu i kierunku, do tego żadna część nie była zbyt efektowna fabularnie, a całość napisana jest ciężko i niewdzięcznie (trudno nawet zrozumieć dziwny skład utworu – podział na dwie kolumny).  Z przykrością subiektywne 1/10.

Na zakończenie zbioru czekają jeszcze trzy propozycje zagranicznych gości :

Pierwszy z nich, David Harrington w opowiadaniu „Maggona Beach”, nie zachwyca. Owszem, po ogromnej dawce artystowskiego, wyrafinowanego weird fiction miło się dla odmiany czytało prostą historię rodem z horrorów sf powstających w latach 50-tych, opowiadającą o poszukiwaniu przez dwójkę naukowców lovecraftowskich morskich potworów. No ale cała fabuła sprowadza się do tego, że para przybywa na plażę, na której stwory ich atakują, a oni  uciekają. Odnosi się wrażenie, że tekst miał być o wiele dłuższy i bogatszy (niepokończone wątki, pourywane myśli i kierunki rozwoju fabuły) ale coś spowodowało, że autor przedwcześnie zakończył dobrze zapowiadającą się historię. Przez to tylko 5/10.

Mort Castle w „Portrecie Owalnym” dał prawdziwy popis erudycji i jednocześnie poczucia humoru. „Portret” to kapitalna literacka zabawa motywami znanymi z opowiadań Edgara Allana Poe (Portret Owalny, William Wilson czy Przedwczesny Pogrzeb), w której dowiadujemy się, że  Poe  bynajmniej nie umarł w roku 1849, że emigrując na zaproszenie Baudelaire’a do Francji dożył tam 80tki, a jego wnuk przyjaźnił się z Hemingwayem i Scottem Fitzgeraldem. Zabawne, świetnie napisane – doskonała rozrywka i  prawdziwa przyjemność lektury – 8/10.

I na koniec Thomas Ligotti i „Nethescurial”. Jak to się mawia – I wtedy wszedł on, cały na biało (a raczej czarno…). Mistrz współczesnego weird horroru swym niezwykłym, czarnym jak smoła opowiadaniem fantastycznie spuentował całość zbioru. Historia pojawiającej się na różnych mapach tajemniczej wyspy Nethescurial, na której kultyści dokonują swych odrażających rytuałów – jest tak naprawdę opowieścią o  wszechmocy tkwiącego pod powierzchnią otaczającej nas rzeczywistości Zła, o mrocznej złowrogiej lawie przelewającej się za zasłoną naszego świata. Przyznać trzeba, że lektura „Nethescurialu” jest ciężka i momentami niewdzięczna – tę gęstą, poetycką prozę trzeba czytać powoli i dać sobie czas na posmakowanie – ale wtedy kondensacja mroku i grozy zawarta w tej opowieści szokuje. „Nethescurial” nadaje się na tytuł  blackmetalowej płyty, czy na manifest artystyczny  Może nie jest tak fabularnie zabawny jak opowiadanie Graczykowskiego, ale koncepcyjnie wręcz obłędny. To wspaniałe zamknięcie „Snów Umarłych”, przykład możliwości kryjących się w nowoczesnym weird fiction. 9/10

*

Wydaniu „Snów Umarłych” od początku towarzyszyła atmosfera pewnej niezwykłości. Pewne zawirowania mające miejsce zaraz po ogłoszeniu naboru tekstów do antologii, zamiana redaktora, proces selekcji opowiadań, długotrwała, rozpoczęta na długo przed premierą kampania reklamowa, a w końcu trochę przeciągający się druk – wszystko to kreowało nastrój oczekiwania na coś szczególnego. Jaki był efekt tych zapowiedzi i oczekiwań ?

Generalnie poziom literacki całej antologii jest bardzo wysoki. Pochwalić należy staranną selekcję i redakcję opublikowanych tekstów. Ale weird jest tak bardzo specyficzny i hermetyczny, że przygodnego odbiorcę potrafi znudzić, zmęczyć czy odrzucić. Stąd też prezentowane powyżej oceny poszczególnych tekstów mają charakter wyłącznie subiektywny i nie uzurpują sobie prawa do oceny  klasy literackiej, a jedynie są wyrazem indywidualnej radości i przyjemności czytania. „Prawdziwi” fani weird fiction będą często odbierać teksty zamieszczone w antologii zupełnie inaczej.

Odrębnej pochwały wymaga bardzo efektowne wydanie książki – któryś raz z kolei udaje się Phantom Books wydać książkę – artefakt – piękną również jako przedmiot, pozycję, która jest ozdobą półki bibliotecznej. Zaś obraz Marcina Sachy na okładce jest po prostu wspaniały, twarda lakierowana okładka z wypukłym grzbietem tylko podkreśla piękno tego dzieła.

Mam „Sny Umarłych” na widocznym miejscu mojej domowej kolekcji – i polecam wszystkim wyrobionym, poszukującym wyzwań emocjonalnych i intelektualnych fanom artystycznej literatury grozy. Ode mnie całościowe 8/10.

Podobne Posty