Śmiech to zdrowie. Co prawda w Polsce programy satyryczne najczęściej kojarzy się z kabaretami, w których wystarczy przebrać się za kobietę, by usatysfakcjonować publikę, ale coraz większą popularnością cieszą się inicjatywy typu stand-up czy roast. Nie jest to miejsce na komentowanie obecnego poziomu rodzimych stand-up’erów, niemniej natrafiwszy na facebook’owy profil Beka z polskiej literatury grozy, siłą rzeczy oczekiwałem humoru zbliżonego do idei roastu, wytykającego słabości polskich autorów grozy i wydawnictw w sposób bezkompromisowy.

Nie ma co ukrywać, pomysł wydaje się trafiony. Świadczą o tym choćby entuzjastyczne reakcje środowiska. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że wyśmiać kogoś jest łatwiej niż napisać artykuł, felieton czy nawet recenzję, a zamiast wytykać błędy, lepiej samemu wziąć się do pracy, jednak osobiście uważam, że taki zimny prysznic był nam bardzo potrzebny.

Gdyby ktoś mnie spytał, z czego najłatwiej „kręcić bekę” w polskiej grozie, odpowiedziałbym bez wahania, że z wydawnictwa Dom Horroru. Słynne już filmy czy wieczne zapowiedzi prawdziwych hitów tylko czekały, aż ktoś je doceni w ten sposób.

Dalej można by wymieniać kolejne wpadki pisarzy, wydawnictw czy blogów (sam świadomie wystawiam się na kpiny, wrzucając choćby amatorską serię nagrań „Dzień z życia pisarza”). Jest to zadanie dość proste, wszak większość środowiska to ludzie publikujący w wolnym czasie, robiący to za darmo i czysto hobbystycznie, stąd też mamy poziom taki, a nie inny. Mogłoby się wręcz wydawać, że strona BZPLG wejdzie szturmem w to bagienko i bezwzględnie wytknie nam wszystkie błędy. Czy tak się stało? Nie sądzę.

Jako pisarzowi ciężko mi publicznie wypowiadać się o koleżankach i kolegach ze środowiska, dlatego też ucieszyłem się, widząc po raz pierwszy profil BZPLG. Początkowy entuzjazm jednak ulotnił się, gdy czytałem kolejne posty. Powtarzam – idea jest słuszna, ba! wręcz potrzebna, ale dlaczego tak grzecznie? Dlaczego zamiast niewinnego żarciku o „szantażowaniu wydawnictw i autorów” przez znanego znawcę literatury weird fiction nie pokazać jego fanatyzmu, który aż się prosi o prześmiewczy komentarz? Dlaczego zamiast kolejnego niewinnego wpisu o nadchodzących publikacjach współautora „Miasteczka” nie dołączyć absurdalnej sceny, w której główny bohater rozmawia ze swoim zmarłym bratem i w imię niepojętej logiki ignoruje jego ostrzeżenie?

Oczywiście, pisząc te słowa, zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś zechce, wytknie mojemu „Teatrowi lalek” błędy. Ja się nie obrażę, wręcz z chęcią poczytam kąśliwe komentarze, w końcu: Nieważne, jak mówią, byle nie przekręcali nazwiska (co niestety zdarzyło się już kilka razy).

Przechodząc do wniosków, obawiam się, że twórcy Beki z polskiej literatury grozy, pomimo odważnego kroku, trochę boją się zrobić to z prawdziwym jajem. Łatwo jest wyśmiać Dom Horroru czy naczelnego portalu Lubię Grozę (sorry, musiałem) bo niejako jest na to środowiskowe przyzwolenie. Trudniej jednak pójść o krok dalej i w prześmiewczy sposób porównać obecny banner najpopularniejszego polskiego bloga poświęconego grozie z tym sprzed roku czy dwóch i spytać, czy blog aby na pewno wciąż pełni rolę bezstronnego źródła wiedzy o literaturze grozy.

Sam, napisawszy pierwszą część O (z)Grozo!, wcześniej uprzedziłem osobę, której poświęciłem tekst, by upewnić się, że nie będzie miała mi tego za złe. Mam również nadzieję, że wspomniane przeze mnie osoby nie potraktują moich słów jako atak, bo to tylko wskazanie przykładów pola do żartów. Nawet pisząc to drobne sprostowanie, dochodzę do wniosku, że środowisko grozy jest przewrażliwione, ludzie bardzo łatwo się obrażają, nie mają do siebie dystansu i większość polemiki obracają w tzw. gównoburzę. Niech przykładem będzie tu niedawny wpis na jednej z grup poświęconych grozie, gdzie czytelnik obawiał się publicznie skrytykować zbiór opowiadań Kamienica panny Kluk.

 Dlatego też uważam, że każdemu raz na jakiś czas przyda się zimny prysznic, tylko błagam… Nie komentujmy poświęconych nam wpisów, nie brońmy się, nie tłumaczmy, bo nie o to w tym chodzi… Żart przyjmujmy na klatę i idźmy dalej.

Trzymam kciuki za powodzenie inicjatywy!

O Autorze

Piotr Borlik (ur. 1986 r. w Bydgoszczy) – pisarz, redaktor. Podróże po całej Polsce w trakcie wykonywania zawodu trenera i szkoleniowca umożliwiły mu rozwijanie literackich pasji, dzięki czemu debiutował opowiadaniem „Matko moja!” nagrodzonego tytułem Opowiadania Miesiąca w czasopiśmie Chimera. Od tamtego czasu uzyskał na koncie zdecydowanie więcej publikacji, także w antologiach (między innymi pod jego redakcją), a na czerwiec 2017 roku planowane jest wydanie jego debiutanckiej powieści „Teatr lalek” nakładem wydawnictwa Videograf. Najczęściej można spotkać go zaczytanego w powieściach grozy, choć jak sam wspomina, ceni każdy rodzaj literatury, zwracając szczególną uwagę na polskich autorów. Prywatnie jest mistrzem Holandii oraz zajął trzecie miejsce w otwartych mistrzostwach Czech w grach logicznych. Pełna lista publikacji oraz więcej szczegółów dostępne na stronie: www.piotrborlik.pl

Podobne Posty