Nigdy nie byłem fanem kina grozy, o moim losie zadecydował jednoznacznie w 2010 roku Maciej Parowski – redaktor legenda, wtedy szef działu prozy polskiej w Nowej Fantastyce. To właśnie jego arbitralną decyzją stałem się, chcąc nie-chcąc, autorem horrorów. Redaktor Parowski uznał, że woli wziąć moje stare, napisane jeszcze w wieku lat piętnastu opowiadanie grozy zamiast jakiejś tam historyjki o napier… się pałami, której fabuły sam do końca już nie pamiętam.

            Ale dobra, dość o tym, bo i tak już nakręciłem na siebie bat w komentarzach. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że zainteresowanie literaturą grozy popchnęło mnie dość naturalnie ku grozie filmowej. Przez rok zrobiłem niezły przelot nad kinem, starając się obejrzeć jak najwięcej. A wszyscy wiemy, że niewiele jest gatunków filmowych, które mają tak bogatą filmografię.

            Wśród moich absolutnych faworytów jest i chyba przez dłuższy czas pozostanie „Egzorcysta”, „Hellraiser” oraz amerykański „Ring”.

            Współczesny horror, lecący slasherową, gore’ową stylistyką nie prezentuje sobą praktycznie nic. To kino straszy swoim tandeciarstwem i oklepaniem, a mania robienia remake’ów i druga, równie durna mania kręcenia zombie flicks (które to kino już chyba od horroru się oderwało) sparaliżowała pomysłowość scenarzystów, lejących nam w tej chwili jeden tandeciarski slasher czy zombie movie za drugim, topiąc własną kreatywność wobec wymagań producentów liczących wyłącznie zyski.

            W każdym razie – kto szuka dobrego horroru do kina chodzić nie powinien. Warto natomiast, by zajrzał do Internetu. To tu szlifują się filmowe talenty. To tu znajdują się perły grozy. A najszlachetniejszą z tychże pereł jest obecnie „Marble Hornets”, prosta historia prostego projektu, który z czasem ewoluował w serię cokolwiek intrygującą.

            Łamię się teraz czy powinienem opisać pokrótce kim jest Slender Man, i skąd wywodzi się ta tajemnicza postać. Zapewne ci z was, którzy to czytają, znają już serię Marble Hornets. A dla tych, którzy jej nie znają, postaram się opisać ją tak, by uchylić zaledwie rąbka tajemnicy.

            Slender Man to tajemnicza, wysoka postać pojawiająca się na rozmaitych zdjęciach z różnych epok, a także odnaleziono wzmianki na jej temat w ikonografii renesansowej (der Ritter). Pierwotnie pierwsze wzmianki o tej postaci oraz zarys mitologii z nią związanej pojawiły się na forum SomethingAwful w konkursie na stworzenie fikcyjnej, nowej, ikonicznej postaci horroru. Autorem Slender Mana jest Victor Surge, który wypreparował postać na kilku czarno białych zdjęciach. Był to rok 2009 i Slender Man zaczął niczym internetowy wirus żyć własnym życiem. W tym samym roku przeniknął na taśmę filmową – tak powstał serial Marble Hornets.

            Fabuła serii jest dość prosta – oto młody reżyser Jay otrzymuje od swojego przyjaciela Alexa kilkanaście taśm filmowych. Obaj – Alex i Jay, w czasach colleg’u byli zaangażowani w kręcenie niezależnego filmu studenckiego, którego reżyserem miał być Alex. Z czasem jednak projekt upadł. Alex porzucił go, a nagrania z surowymi zdjęciami oddał Jayowi. Kiedy ten zapytał co ma z nimi uczynić, Alex odparł: Spal je. Jay jednak postanowił obejrzeć nagrania, z myślą o dokończeniu filmu przyjaciela. Okazało się jednak, że nagrania z planu stanowią mniejszość – reszta to taśmy z nagraniami obrazującymi wydarzenia, o których Jay nie miał pojęcia. Reżyser rozpoczyna prywatne śledztwo mające wyjaśnić sens dziwnych nagrań. Postępy śledztwa zamieszcza z różną regularnością na kanale YouTube.

            I tu zaczyna się opowieść. Oglądamy po prostu nagrania, dokumentację, jedną za drugą, coraz bardziej wciągani w odmęt szaleństwa. Z czasem śledztwo urywa się – przerwa pomiędzy poszczególnymi nagraniami wynosi nawet dziewięć miesięcy i, co ciekawe – jest to przerwa zamierzona przez twórców. Z czasem też na YouTubie powstaje nowy kanał – totheark. Tam zamieszczane są inne filmy – o wiele bardziej niepokojące, poszarpane, irytujące, szalone. Stanowią one odpowiedź na filmy zamieszczane przez Jaya – pytanie tylko czyją odpowiedź?

            Tyle jeśli chodzi o fabułę – reszty nie zdradzę, zachęcam do oglądania. Seria jest obecnie zakończona, liczy około stu odcinków – niektóre trwają kilkadziesiąt sekund, inne po kilkanaście minut. To kino grozy pełną gębą, tajemnicze, wciągające i jednocześnie oryginalne, choć czerpiące z wielu rozwiązań horroru. Tutaj większą część strachu załatwia za nas nasza własna wyobraźnia i zaręczam, iż po obejrzeniu pierwszego „odcinka” nie oderwiecie się, aż nie obejrzycie wszystkich części, by potem oczekiwać z niecierpliwością kolejnych, ujawnionych nagrań.

            Oczywiście – nie jest to jedyna internetowa seria orbitująca wokół tajemniczej postaci Slender Mana, jednak to właśnie Marble Hornets posiada w sobie „to coś” co odróżnia ją od innych produkcji. Twórcy Marble Hornets podeszli do tematu z wyczuciem i zaangażowaniem. Zaangażowaniem tak dużym, że zaproszeni do radia, opowiadając o pracy nad serią wskazali, iż pomimo jawnie fikcyjnego charakteru są ludzie, którzy… wierzą, że nagrania są prawdziwe. „Otrzymujemy maile, listy, nagrania ludzi, którzy twierdzą, że widzieli to, co pokazujemy w Marble Hornets, że nam wierzą” – mówił dziennikarce aktor odtwarzający rolę Jaya. „Boicie się czasami tych ludzi?” – zapytała prowadząca program. „Tak, szczerze się boimy” – odparł z zakłopotaniem twórca.

            Taka jest siła tego projektu. Warto.

Arkady Saulski

O Autorze

Michał Stonawski (ur. 1991 r. w Krakowie) - Redaktor naczelny lubiegroze.pl. Autor beletrystyki, publicysta, krytyk literacki. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010". Od tego czasu opublikował ponad trzydzieści opowiadań tak elektronicznie, jak i na papierze (ostatnio: "Cisza" w "Nowej Fantastyce"). Aktywny członek fandomu fantastyki, organizator i koordynator eventów literackich, w latach 2014-2016 współorganizator Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Na 2017 rok planowana jest premiera książki "Mapa Cieni: Kraków", której jest pomysłodawcą, redaktorem i współautorem. Ostatnio próbuje swoich sił jako Game Developer - wiceprezes Alrauna Studio. Kontakt: mstonawski@gmail.com

Podobne Posty