Jeśli czytasz te słowa, to najpewniej jesteś zainteresowany literaturą grozy. Być może jesteś jej wiernym czytelnikiem, a być może dopiero się z nią zapoznajesz. Będąc w grupie drugiej, masz nie lada problem, mianowicie, mianowicie, jak właściwie czytać grozę? Otóż, istnieje grupa czytelników, którzy twierdzą, że autorów grozy jest tylko kilku – King, Masterton, Lovecraft i Poe. Ci kłopotu nie mają, bo kiedy najdzie ich ochota na tego typu literaturę, zwyczajnie sięgną po książkę jednego z w/w pisarzy. Uwierz mi jednak, że mają oni poważny problem, który ma swe źródło w niewiedzy, a kończy się na ignorancji. Jeśli twoim kłopotem jest tylko niewiedza, to bardzo dobrze, bo właśnie dowiedziałeś się, że autorów grozy jest znacznie, znacznie więcej. Powiem więcej – podgatunków grozy jest także sporo. I w ten sposób sprawiłem, że zyskałeś właśnie nową bolączkę. Tę samą, która nęka czytelników wiedzących o kolorycie literackiej grozy – od czego zacząć?

Może najpierw uściślijmy, czym jest groza. Książkami grozy nazwiemy (w uproszczeniu) takie, które są nie tylko mroczne,  ale chcą przerazić czytelnika, a ostatecznie wprowadzić lęk do jego świata. Niekoniecznie muszą być w nich potwory – czasem, jak zapewne wiesz, najgorszym monstrum okazuje się być człowiek. W zakres grozy będą więc wpisywać się klasyczne horrory, jak i thrillery. Być może nawet niektóre kryminały, aczkolwiek tu byłbym ostrożniejszy – mimo, że to siostrzany gatunek, będą to raczej mieszanki, w których występuje specyficzny nastrój niesamowitości.

Ale, ale. Po co grozę w ogóle czytać?

To trudne pytanie i wymagałoby szerszego omówienia. Ale pomyśl o książkach jak o daniu kulinarnym. Potrawa dobrze przyrządzona powinna być wyrazista. Groza – w moim mniemaniu – jest tutaj jak pieprz, chili, czy inna ostra przyprawa. Możesz doprawić nią opowieść, tak aby była lekko wyczuwalna i tworzyła zupełnie nowe doznanie. Możesz też stworzyć coś „ostrzejszego”, co też będzie miało smak. Jedno jest pewne – umiejętnie skleconego dania z intrygującej fabuły i dawki grozy szybko nie zapomnisz, bo po prostu wzbudzi w tobie dużo różnych emocji. Tak jak pikantne danie wzbudza wiele różnych sensacji na języku. A jeśli nie przekonuje cię ten argument, pomyśl nad jeszcze jednym – groza pomaga. Przeżywając strach „bezpieczny” twój mózg uczy się radzić sobie ze stresem. Dlatego czasami śnisz koszmary. Nie lubisz koszmarów? Świetnie! Czytaj grozę – paradoksalnie, powinno ich być mniej, a ty będziesz cieszył się dobrą fabułą.

Wspominałem o tych wszystkich podgatunkach, prawda? Na pewno cię to zaintrygowało. Wymienię parę (acz nie wszystkie) z nich: 

  • Horror ekstremalny: czyli krew, flaki i obrzydlistwo. Tak, horror ekstremalny uderza w dosyć wysokie tony, ale umiejętny autor sprawi, że całość będzie się „kleić” (przyznasz, że zabawnie to brzmi w tym kontekście, prawda?). Niemniej, horror ekstremalny opiera się, jak sama nazwa wskazuje, na ekstremie. Ma przede wszystkim szokować swoim przekazem. Dobry autor sprawi, że taki przekaz (i wartość) faktycznie się pojawi. 
  • Horror klasyczny: Lovecraft. Grabiński. Stoker. Kojarzysz te stare filmy o Draculi? Jesteś blisko horroru klasycznego. Nie jestem pewien, czy cię on przestraszy – pisany był w innych czasach i dla innego odbiorcy. Człowiek z XXI wieku ma już trochę inną mentalność. Ale… jest coś w tych klasycznych klimatach, prawda? Ta nutka niesamowitości, opowieści osobliwych, „Opowieści z krypty”… O! Przy okazji polecam ci fanpage Klasyczna Literatura Grozy.
  • Bizarro Fiction:To w zasadzie nurt spajający wszystkie możliwe gatunki, lecz u nas w Polsce bardzo zaprzyjaźniony z grozą. Najprościej rzecz ujmując: ma być jak najdziwniej. Nie oznacza to „bez sensu”, aczkolwiek tak się właśnie wydaje na pierwszy rzut oka. Zdecydowanie jest to nurt dla zaawansowanych czytelników. 
  • Horror psychologiczny:Jak sama nazwa wskazuje – tym, co sprawia, że pojawia się atmosfera niesamowitości jest psychologia bohaterów. Różne sztuczki, jakie płata im ich własny umysł. 
  • Horror science-fiction:Połączenie horroru i science fiction. Te dwa gatunki dosyć często idą w parze. Zresztą, przypomnij sobie cykl filmu „Obcy”. Czyż nie jest im razem dobrze? 
  • Horror obyczajowy/społeczny:Można tak nazwać te horrory, w których warstwa obyczajowa jest bardzo rozwinięta. Idealnym przykładem są tutaj powieści Stephena Kinga – buduje on obyczajowe historie, w które wkradają się powoli niepokój oraz niesamowitość. 
  • Slasher– Kojarzysz takie filmy, jak „Psychoza” Hitchcocka? Albo „Halloween” Carpentera? Podgatunek ten jest mocno związany z kinem. Najprościej ujmując – dzieje się pewna akcja, w której ilość bohaterów zmniejsza się. Są zabijani – przez potwory lub morderców. W książkach jest podobnie. 
  • Weird fiction– To pogranicze horroru, fantasy i science fiction. Trudno tak naprawdę w pełni zdefiniować, czym jest. Ale najłatwiej odnieść się do najsłynniejszego pisarza tego podgatunku, czyli do Howarda Phillipsa Lovecrafta. Jeśli kojarzysz Lovecrafta – intuicyjnie wiesz, czym jest weird fiction. 

Nie wymieniłem wszystkich podgatunków, a jedynie te najbardziej charakterystyczne. Mógłbym jeszcze opisać „grozę miejską” czy typowo „słowiańską”, albo nawet „wiejską”… ile książek i ile ludzi, tyle nazw i skojarzeń, ale przecież nie jesteśmy na wykładzie, prawda? Same podgatunki także często się mieszają – kto lubi monotonię? Niemniej mając tych kilka podstawowych nazw, możesz zadecydować, w jakich klimatach napisana jest twoja wymarzona książka.  

Ale równie dobrze możesz nie wiedzieć. Horror to horror. Chcesz dobrej opowieści, która wgniecie cię w fotel. Coś, co może sprawić, że będziesz się bać… no właśnie. Czy książkowej grozy można się bać? 

To trudne pytanie, bo wiele zależy od czytelnika – od twojej podatności na strach, a ta maleje im dłużej grozę czytasz. Dzieję się tak dlatego, że twój mózg uczy się, jak radzić sobie ze stresem, co jest bardzo ważną funkcją literatury grozy. Niemniej – dobrze napisana opowieść zawsze wzbudzi w tobie emocje. Nie spodziewaj się jednak „scary jumpów”. Tak silnych (i krótkich) emocji strachu nie uświadczysz czytając. Ale za to może pojawić się lęk, a to zupełnie coś innego. Sprawi, że możesz nie chcieć wchodzić do ciemnego pomieszczenia, lub też patrzeć się w puste okno… 

No to jak? Jeszcze tu jesteś? Więc pozwól, że polecę ci parę książek, które według mnie są dobre „na wejście”. Zachęcam cię też do samodzielnych łowów. Ale… jak zacząć czytać horror? W mojej opinii najlepiej właśnie od tych pozycji:

 

Jack Ketchum „Dziewczyna z sąsiedztwa” – To mocna książka. Nie znajdziesz tu potworów, ale ludzi. I wydarzenia, które rozegrały się naprawdę. Być może słyszałeś o filmie, który został nakręcony na podstawie tej opowieści. Nie oglądaj go. Zawsze lepiej przeczytać książkę. Przy okazji Ketchum ma naprawdę niesamowity styl i umie budować swoje postacie w wiarygodny (czasami nawet zbyt wiarygodny) sposób. Chcesz dobrze napisanej powieści? Chcesz książki, przy której (dosłownie) będą tobą targać emocje? Oto ona. 

 

 

Adam Zalewski „Rowerzysta” – „Rowerzysta” to książka, gdzie (znów) potworów nie ma. Ale jest sobie pewien bohater, który myśli trochę inaczej, niż większość ludzi. Zabija. A co siedzi w jego głowie? Adamowi Zalewskiemu udało się uwiarygodnić myśli zabójcy. Ale przy tym ostrzegam – akcja tej książki dzieje się w USA. Dla niektórych stanowi to kłopot (zupełnie nie wiem, czemu, bo jest dobra. Książka, nie akcja – choć ona też). 

 

 

Kazimierz Kyrcz i Robert Cichowlas „Siedlisko” – No dobrze. Czas na trochę potworów. W „Siedlisku” znajdziesz umiejętnie budowaną atmosferę grozy, ciekawe postacie i tajemnicę – zagadkę, której rozwiązanie cię zaskoczy. 

 

 

 

Zygmunt Miłoszewski „Domofon” – Miłoszewski jest popularny. Być może słyszałeś – pisze kryminały. Ale wyrósł z literatury grozy. Jego „Domofon” to bardzo psychologiczny horror, rozgrywający się w jednym bloku pewnego polskiego osiedla. Poczucie osaczenia, niesamowitości, tajemnicy i gęsta atmosfera może sprawić, że nie będziesz się mógł oderwać od tej książki, zanim skończysz. 

 

 

Łukasz Orbitowski „Szczęśliwa ziemia” – Wielu czytelników znających prozę Orbitowskiego będzie zaskoczonych tym wyborem. Bo „Orbit” napisał inne i świetne horrory. I to horrory bardziej wyraziste. Niektórzy mogą nawet powiedzieć, że „Szczęśliwa ziemia” to nawet nie jest do końca groza. I to jest jej największy atut – bo groza jest tutaj ledwo namacalna. Sprowadza się do bajki. Mitu. Wspomnień. I sączy się między zdaniami – zdradliwie. Niespiesznie. W którymś momencie zdajesz sobie sprawę, że poczucie bezsensu, depresyjności i dojmującego smutku zawładnęło twoją wyobraźnią. A historia płynie dalej. 

 

 

Stephen King „Misery” – zamykam listę klasykiem. I znów autorem zagranicznym. „Misery” jest moim zdaniem jedną z najlepszych książek Kinga. Nie największych. Nawet nie najwspanialszych – nie jest rozdmuchana, nie jest też zbyt niesamowita. Jest gdzieś pośrodku. Taki „złoty środek” w jego twórczości. I to właśnie sprawia, że nie tylko jej bohater był przykuty do łóżka, ale i ja – aż do samego końca. 

 

 

 

A co, jeśli jesteś dzieckiem?

Groza i dzieci? Nie jest to najbliżej naszych skojarzeń, prawda? A jednak – grozę powinny czytać właśnie one. Powiem więcej. Czytały i doświadczały jej. I te, które to robiły, miały większe szanse na lepsze radzenie sobie w życiu. Nie wierzysz? A pamiętasz Bukę? Tutaj trzy pozycje, które powinny cię zainteresować. A jeśli chciałbyś więcej, polecam ci szczerze blog Potworki Czytają – poświęcony właśnie tej tematyce.

Baśnie Braci Grimm – Oczywiście, te oryginalne. Z biegiem lat zostały ocenzurowane, czasami wręcz ordynarnie zmienione i odpowiednio „złagodzone” – te prawdziwe baśnie nie są wcale takie radosne. Są słodko-kwaśne, mroczne i wzbudzające w czytającym wiele uczuć, o jakie by się nie podejrzewał.

 

 

 

Adam Bahdaj „Wakacje z duchami” – To literatura przygodowa, połączona z nutką powieści detektywistycznej i grozy właśnie. Dodać należy, że tej ostatniej jest tu mało, idealnie jak na początek. To opowieść bardziej w stylu serialu Scooby Doo – nie umniejsza to jednak napięcia, jakie w niej występuje.

 

 

 

Lemony Snicket „Seria niefortunnych zdarzeń” – trudno byłoby nazwać te książki pozycjami tylko dla dzieci, bo sami dorośli znajdą tu wiele smaczków. Trudno byłoby też powiedzieć, że to czysta groza. W „Serii niefortunnych zdarzeń” dominuje jednak nastrój walki o życie – podobnej do tej, jaką odbywa topielec, nabierając już ostatni wdech. A przy tym całość podana jest w sosie tajemnicy i przygody. I beznadziei, bo nie czekają tu na młodego odbiorcę dobre zakończenia.  Idealne książki na wejście w odpowiedni dla grozy nastrój.

 

 

Chcesz więcej? Czytaj. Szukaj. Widzisz – polskich autorów grozy jest cała masa. Poczynając od takich jak niżej podpisany, co to dopiero zaczynają wydawać, po prawdziwych mistrzów pióra. Groza nie kończy się na Kingu, Mastertonie, Poe i Lovecrafcie. Nawet się tam nie zaczyna. Przed tobą setki, jeśli nie tysiące nowych książek i doznań. Wspaniałych historii, zaskoczeń i zawodów, jeśli trafisz w nieodpowiednią dla siebie „uliczkę”. Ale i te są przecież ważne. A najważniejsze w tym wszystkim jest to, by odkrywać.

Odkrywaj więc.

 

Korekta: Marta Sobiecka

O Autorze

Michał Stonawski (ur. 1991 r. w Krakowie) - Redaktor naczelny lubiegroze.pl. Autor beletrystyki, publicysta, krytyk literacki. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010". Od tego czasu opublikował ponad trzydzieści opowiadań tak elektronicznie, jak i na papierze (ostatnio: "Cisza" w "Nowej Fantastyce"). Aktywny członek fandomu fantastyki, organizator i koordynator eventów literackich, w latach 2014-2016 współorganizator Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Na 2017 rok planowana jest premiera książki "Mapa Cieni: Kraków", której jest pomysłodawcą, redaktorem i współautorem. Ostatnio próbuje swoich sił jako Game Developer - wiceprezes Alrauna Studio. Kontakt: mstonawski@gmail.com

Podobne Posty