POLAK CZY ŻYD? – CZYLI MULTIKULTI ZA RZĄDÓW DZIADKA PIŁSUDSKIEGO

Może kojarzycie taki film jak Ambassada (2013, reż. Juliusz Machulski). Nawet jeśli go nie oglądaliście, z pewnością słyszeliście o nim przed premierą w wiadomościach lub czytaliście gdzieś nagłówek w stylu „Nergal zagra Ribbentropa” albo komentarze typu „Więckiewicz przyciął wąsa, by wskoczyć z galotów Wałęsy w mundur Hitlera”. Fabuły nie będę zdradzał, powiem tylko, że dotyczy podróży w czasie. Przypomina mi się natomiast jedna scena (co prawda finałowa, ale i tak o tym zapomnicie), w której bohaterowie wychodzą na ulicę i okazuje się, że w rzeczywistości, w której się znaleźli, nigdy nie było wojny i Holocaustu. Rozglądają się ze zdziwieniem, a ich oczom ukazuje się nietknięta bombami i stalinizmem stara-nowa Warszawa, której ulicami, między Polakami, przechadzają się pejsaci Żydzi. Ten widok, który pewnie niejednego endeka przyprawiłby o apopleksję, uświadamia, jak wiele tak naprawdę straciliśmy przez nazistów. Może nie każdy dziś pamięta (albo nie każdy chce pamiętać), ale w międzywojniu Żydzi stanowili aż dziesięć procent populacji II RP. Starozakonnymi była m.in.: niemal połowa białostoczan, jedna trzecia mieszkańców Lublina, Łodzi, Radomia, Lwowa, Wilna i Krakowa. Samą Warszawę zamieszkiwało niewiele mniej Żydów niż Nowy Jork, największe ówcześnie skupisko ludzi semickiego pochodzenia. Język jidysz był drugim co do popularności językiem obcym, zaraz po ukraińskim, jednak mowę aszkenazyjską dało się usłyszeć w całej Polsce, nie tylko na kresach wschodnich. W wielu miejscowościach, jak np. w podwarszawskim Otwocku, Żydów było tak wielu, że ich reprezentacja w radach i urzędach sięgała pięćdziesięciu procent.

Nic zatem dziwnego, że spora część potomków Abrahama odnosiła sukcesy na różnych polach, również w sztuce, często w pamięci potomnych zapisując się jako twórcy polscy, czyli z (błędnego) założenia katoliccy. Bruno Schultz, Bruno Jasieński, Julian Tuwim, Jan Brzechwa, czy Bolesław Leśmian – to tylko ułamek zasłużonych literaturze polskich Żydów. W historii X Muzy można ich znaleźć równie wielu. Byli nimi Aleksander Hertz (założyciel pierwszej polskiej wytwórni filmowej Sfinks), Aleksander Ford, Józef Lejtes, Konrad Tom, a także uznawani za naszych najlepszych przedwojennych reżyserów Henryk Szaro (właściwie Henoch Szapiro) i Michał Waszyński (Mosze Waks). Byli oni, co prawda, Żydami zasymilowanymi albo Polakami mojżeszowego pochodzenia, a więc w dużej mierze czuli się naszymi rodakami (i nimi byli), a większość ich dzieł powstawała z myślą o odbiorcy polskim.

Istniały jednak społeczeństwa żyjące w tak zwanych sztetlach (nie mylić z gettami), w których Żydzi, często ortodoksyjni chasydzi, woleli kultywować swoją tradycję i ograniczać stosunki z Polakami. Pewnie pamiętacie musical Skrzypek na dachu (1971, reż. Norman Jewison), w którym, na przykładzie fikcyjnego rosyjskiego miasteczka Anatewka, ciekawie pokazano, jak takie sztetle wyglądały i jaka była mentalność tamtejszych ludzi. W większości w ogóle nie znali urzędowego języka państwa, w którym żyli, pracowali i świętowali wśród swoich, czytali książki i gazety w jidysz, a do kina prawie wcale nie chodzili. To głównie dla nich filmowcy pokroju Waszyńskiego już od 1911 roku produkowali filmy żydowskie (z przerwą w latach 1928-1936), a więc wtedy, gdy na ekrany wchodziły również pierwsze fabuły polskie. Jak napisał Tadeusz Lubelski w swojej książce Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty (Videograf II, Chorzów 2009): „ W latach 1936–1939, w ciągu zaledwie trzech sezonów zrealizowano u nas – nie licząc dokumentów […] – dziewięć pełnometrażowych filmów fabularnych, na ogół dobrej jakości. Po latach amerykański historyk kina [E.A. Goldman] nazwał to trzylecie ‚złotą erą filmu żydowskiego’”. Polskie produkcje w jidysz sprzedawały się na świecie znacznie lepiej, niż te w języku polskim, głównie ze względu na licznych mieszkających za oceanem Aszkenazyjczyków znudzonych hollywoodzkimi westernami, spragnionych historii, które dotyczą ich pobratymców ze Starego Kontynentu i ich samych. Przypomina to nieco, choć na znacznie mniejszą skalę, dzisiejsze środowiska Afroamerykanów, którzy nie chcą chodzić na filmy z „białymi kolesiami” (i na odwrót), co szczególnie ujawniło się przy okazji zeszłorocznej afery związanej z Oscarami (#OscarsSoWhite). Zatem, odwrotnie, żydowskie produkcje na ogół nie cieszyły się powodzeniem u Polaków. W II RP, w ostatnich latach przed II Wojną, narastały nastroje antysemickie, a wszystko spowodowane było śmiercią sprzyjającego Żydom dziadka Piłsudskiego i dojściem do władzy narodowców (o czym się ostatnio nie mówi ze względu na „poprawność polityczną”). Gdy we wrześniu 1937 roku w warszawskim kinie Sfinks odbyła się premiera Dybuka, na seans przybyły jednak zarówno tłumy Żydów, jak i Polaków. I produkcja nie schodziła z afisza przez następne trzy miesiące.

NIEBYWAŁE PRZYGOTOWANIA HUCPIARZA WAKSA­

Pierwszą wersję scenariusza Dybuka napisał, posiadający prawa do sztuki, Alter Kacyzne i jego współpracownik Andrzej Marek (Marek Arnstein). Konsultantem historycznym został Majer Samuel Bałaban, jeden z najwybitniejszych badaczy dziejów polskich Żydów. Michał Waszyński jednak, po tym jak przejął stery nad artystyczną stroną filmu, postanowił przepisać scenariusz na nowo wraz ze znanym literatem i scenarzystą, Anatolem Sternem, który pełnił funkcję swego rodzaju script doctora. Wydarzenia, o których w sztuce bohaterowie tylko wspominali, zostały rozpisane na sceny, rozwinięto również niektóre wątki nadprzyrodzone, jak choćby znaczenie tajemniczego posłańca Meszulacha. Operatorem zdjęć został Albert Wywerka, znany publiczności m.in. z takich filmów jak: Ada! To nie wypada! (1936, reż. Konrad Tom) oraz ABC Miłości (1935) i Czarna perła (1934) Michała Waszyńskiego. Za scenografię odpowiadali Jacek Rotmil i Stefan Norris, którzy w samym międzywojniu wybudowali dekoracje do ponad stu pięćdziesięciu filmów. Z kolei muzyką zajął się kompozytor, Henryk Kona, a pieśni religijne wykonał światowej sławy żydowski śpiewak, Gerszon Sirota.

Sam reżyser Waszyński do tematu podszedł nadzwyczaj poważnie. Zwłaszcza, że wychował się w rodzinie chasydów w Kowlu na Wołyniu, w pobliżu miejsca, w którym miała rozgrywać się akcja filmu. Po dokładnej analizie tekstu sztuki i poprawieniu scenariusza doszedł do wniosku, że Dybuk może być wspaniałą szansą na rozwój jego kariery. Tylko żeby to osiągnąć, musiał nakręcić film wybitny. Presja była duża. Widownia nie mogła się doczekać, by zobaczyć dzieło An-skiego na srebrnym ekranie, a tymczasem konkurujący z Waszyńskim reżyser, Henryk Szaro, rozpoczynał zdjęcia do filmu Ślubowanie (1937) o bardzo podobnej tematyce (tyle, że bez opętania). Michał Waszyński postanowił nie przebierać w środkach i zdecydował się na pewnego rodzaju ewenement w polskim przedwojennym kinie – wydłużył planowany czas zdjęć do pięciu tygodni, by każdą scenę nakręcić z należytym pietyzmem. Było to dość nietypowe, zważywszy na fakt, że dotychczas reżyser nie poświęcał na pracę na planach więcej niż dwóch tygodni, a bywały okresy, w których kręcił nawet sześć filmów fabularnych rocznie, przez co część krytyków, a zwłaszcza Stefania Zahorska, wieszała na nim psy, mając go za niedbałego hucpiarza. Wspomniana krytyk pisała o nim wręcz: „Czemu służy sztuka filmowa, jeśli znajdzie się w rękach takiego nieudacznika? Waszyński przynosi wstyd polskiej kinematografii.” Wydaje się jednak, że była to opinia zbyt surowa, zwłaszcza, że jego filmy cieszyły się wielką popularnością, a sam Dybuk już od początku został uznany za arcydzieło światowej klasy. Ponadto od czasów tego filmu Waszyński, jakby obawiając się utraty prestiżu, zwiększył okresy zdjęciowe swoich produkcji. Choć w takim 1938 roku przeszedł sam siebie i nakręcił aż siedem fabuł. Wszystkie według nowego klucza.

LIKHT! APARAT! KAMF! – TAJEMNICE REŻYSERA

Zdjęcia do Dybuka rozpoczęły się wiosną 1937 roku w warszawskim atelier oraz w Kazimierzu Dolnym, mieście, które dzięki dużej społeczności zamieszkujących je ortodoksyjnych Żydów, idealnie nadawało się do odwzorowania sztetlu sprzed dwudziestu lat. Jak wynika z relacji reżysera i jego przyjaciół, był to dla Waszyńskiego bardzo stresujący okres. Był Żydem i znał doskonale jidysz, wolał się z tym jednak nie obnosić i spora część ekipy nawet nie wiedziała o jego korzeniach. Scenarzysta Łukasz M. Maciejewski (który kilka lat temu otrzymał prestiżową nagrodę Hartley-Merrill za scenariusz fabuły o Waszyńskim i obecnie pracuje nad jego realizacją) stwierdził w wywiadzie dla Dziennika Polskiego, że takie zachowanie reżysera wynikało po trosze z jego strachu przed mniej poważnym traktowaniem przez Polaków, z drugiej strony pozwalało mu manipulować aktorami, którzy nie zdawali sobie sprawy, że rozumie ich rozmowy. Leon Liebgold (wcielający się w rolę Chonena) przyznał po latach, że „Waszyński był utalentowanym człowiekiem, który znał jidysz, ale nie znał jidysz.” Reżyser Dybuka często opowiadał niestworzone historie, przez co historycy mieli duży problem z oddzieleniem jego wymysłów od prawdy. Twierdził na przykład, że w latach dwudziestych współpracował z Wachtangowem i legendą ekspresjonistów, Murnauem. Po wojnie chwalił się, że był więźniem w Auschwitz, a w jego dokumentach dało się wyczytać, że urodził się w Warszawie i jest katolikiem. Wszystko to było oczywiście nieprawdą. Chyba nikt, tak jak Waszyński, nie wcielał w życie powiedzenia, że „film jest sztuką kłamania”, uważając, że sprawny twórca powinien sam kreować swoją tożsamość. Dr Justyna Jaworska nawet bardzo trafnie porównała go do allenowskiego Zeliga, mówiąc: „On był Włochem z Włochami, Żydem z Żydami, Polakiem z Polakami.” Czego jednak nie można łgarzowi Waszyńskiemu odmówić to tego, że w późniejszych latach rzeczywiście, tak jak twierdził, kolegował się z Orsonem Wellesem i to właśnie on odkrył młodą Sophię Loren i Audrey Hepburn.

GŁOSY ZA I PRZECIW. WCZORAJ I DZIŚ

Głosy przedwojennej krytyki w przeważającej mierze były zgodne. Dybuk okazał się wyjątkowy na tle ówczesnych produkcji, również zagranicznych. Mieczysław Sztycer uznał fabułę Waszyńskiego za „triumf produkcji żydowskiej w Polsce”. Józef Fryde, w swojej recenzji w Prawdzie o Filmie z 1937 roku, pisał: „Michał Waszyński stworzył film doprawdy na wysokim poziomie artystycznym. Każdy metr taśmy wypełniony jest wartościami wizualnymi. Nastrój obrazu jest przez cały czas nieskazitelnie jednolity. Ponura atmosfera i fanatyzm ghetta odmalowany jest w Dybuku z polotem poetyckim.” Dalej wspomniał o powodzeniu filmu w Warszawie oraz przewidywał sukces na prowincji, a nawet w eksporcie. Przyznał jednak, że Dybuk ma „trochę dłużyzn, które trzeba koniecznie usunąć” i zastanawiał się, czy tak ponury film ma szanse zyskać większą publiczność. Nieprzychylnie nastawiona była oczywiście, wcześniej już wspominana, Stefania Zahorska, która, pomimo zauważenia wpływów Dziadów Mickiewicza, Wesela Wyspiańskiego oraz obrazów Podkowińskiego i Grottgera – zarzucała Dybukowi kiczowatość. W późniejszych latach film chwaliło także wielu teoretyków filmu, w tym Jerzy Toeplitz, a kilka miesięcy temu anglojęzyczny portal Taste of Cinema umieścił dzieło Waszyńskiego na pierwszym miejscu listy trzydziestu pięciu najlepszych polskich filmów wszech czasów, przed filmami takich twórców jak np. Wajda, Munk, Konwicki, Has, czy Kawalerowicz. Co ciekawe, siedemnastego lutego 1942 roku Dybuka obejrzał Joseph Goebbels i uznał, że polsko-żydowska produkcja umacnia antysemickie nastroje. Miał tu pewnie na myśli sceny, w których bogaty Żyd, Sender, liczy pieniądze i skąpi chleba żebrakom. Przyznam, że sam odebrałem je raczej jako autoparodystyczne lub mające podkreślić różnice w warstwach społecznych mieszkańców sztetli. Ale czego się w sumie spodziewać po szurniętym ministrze propagandy III Rzeszy?

Nie ma czego kryć, od premiery Dybuka minęło niemal osiemdziesiąt lat i siłą rzeczy film, jak każdy z tego okresu, mocno się postarzał i ogląda się go kompletnie inaczej niż dzieła współczesne, czy nawet te z lat 50-60. Prawdopodobnie dziś ten film spodoba się głównie widzom mającym bzika na punkcie kina międzywojennego i kultury ówczesnych Żydów. Bo przyznać należy, że pod kątem użycia technik filmowych w latach trzydziestych, Dybuk prezentuje najwyższy poziom. Nie bez znaczenia jest tu także możliwość posłuchania martwego dziś u nas języka jidysz, a zwłaszcza pięknych pieśni oraz obejrzenia fragmentów starego Kazimierza Dolnego i tego, jak aszkenazyjczycy przeprowadzali swoje obrzędy i egzorcyzmy.

Zapomnieć o zabawie powinni miłośnicy krwistych, hollywoodzkich horrorów. Dybuk, choć zawiera w sobie elementy grozy i parapsychologiczne, dramaturgicznie jest raczej tragedią i w XXI wieku z pewnością nikogo nie przestraszy. Opętana przez ducha Lea w niczym nie przypomina wijących się po podłodze i ścianach, rzygających potworów ze współczesnego kina z dreszczykiem. Dziewczyna, w której siedzi dybuk, jest nadzwyczaj spokojna, otępiała i tylko po jej obniżonym, stanowczym głosie można poznać, że nie jest już tą samą osobą. W gruncie rzeczy film Waszyńskiego jest bowiem historią o wielkiej miłości między dwojgiem przeznaczonych sobie ludzi, która spełnić się mogła jedynie po ich śmierci. Stąd też częste w międzywojniu określenia Dybuka jako „żydowskiego Romea i Julii”. Interesujące są także spostrzeżenia cytowanego już wcześniej Tadeusza Lubelskiego, który napisał: „Nawiązując do poetyki kina ekspresjonistycznego, film wzmacniał tragizm sztuki; o ile dla folklorysty An-skiego sztetl był nośnikiem żydowskiej pamięci, o tyle film Waszyńskiego podpowiadał pytanie, jak ta pamięć ma ustrzec się przed unicestwieniem. Zdumiewający był ten profetyczny aspekt filmowego Dybuka, w którym całe miejsce akcji przypominało cmentarz.” Obraz ten jest zatem, zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, swego rodzaju memento, próbą uhonorowania pięknego i tajemniczego społeczeństwa, które zostało unicestwione w czasie Holocaustu, wraz z całą jego duchowością i wspomnieniami.

Historia Dybuka Szymona An-skiego po wojnie została zaadaptowana wiele razy, zarówno w polskim teatrze i telewizji, jak i na świecie. W 1979 roku Stefan Szlachtycz, wraz z operatorem Zygmuntem Samosiukiem, nakręcił przedstawienie warszawskiego Teatru Żydowskiego w reżyserii Szymona Szurmieja. W 1999 adaptacji podjęła się Agnieszka Holland, obsadzając Dominikę Ostałowską w roli Lei i Rafała Maćkowiaka w roli Chonena. W amerykańskim telewizyjnym cyklu Play of the Week widowisko pt. The Dybbuk (1960) nakręcił sam Sidney Lumet (Dwunastu gniewnych ludzi, Pieskie popołudnie), który był synem warszawskich Żydów. Wspomniałem na początku o amerykańskich horrorach, które zostały zainspirowane sztuką i legendą o dybuku. Do tej listy warto dorzucić również film Poważny człowiek (2009) braci Coen, a także polskie powieści fantastyczne, m.in. Perkalowy dybuk Konrada T. Lewandowskiego, Oko Jelenia Andrzeja Pilipiuka oraz Trylogię husycką Andrzeja Sapkowskiego, w której jeden z bohaterów, Samson Miodek, jest określony mianem dybuka. Wisienką na torcie jest oczywiście film Demon (2015) Marcina Wrony i miejmy nadzieję, że to jeszcze nie koniec nawiedzeń kultury przez naszego rodzimego ducha. Oraz że kolejne będą miały skutki mniej tragiczne, niż w przypadku reżysera, który popełnił samobójstwo, zaledwie dwa dni po światowej premierze filmu o dybuku.

Bibliografia:

Film Dybuk (1937, reż. Michał Waszyński), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22497)

Film Zazdrość (1922, reż. Wiktor Biegański), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22216)

Film Panienka z bufetu Astoria (1923), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22231)

Monika Piątkowska, Życie przestępcze w przedwojennej Polsce, Wydawnictwo PWN, 2012

Robert Litwiński, Policja wobec UWO i OUN w II Rzeczypospolitej, Biuletyn IPN, nr 12/2010 (121)

Michał Mazurczak, Czym jest dybuk?, Onet Strefa Tajemnic, 14 października 2011 (http://strefatajemnic.onet.pl/duchy/czym-jest-dybuk/etbk8)

Hasło: Dibbukim, Jewish Encyclopedia (http://www.jewishencyclopedia.com/articles/5172-dibbukim)

Ariela Pelaia, What is a Dybbuk? The Dybbuk in Jewish Folklore, About Religion (http://judaism.about.com/od/jewishculture/a/What-Is-A-Dybbuk.htm)

Shoshana Kessock, Dybbuk or Demon: Knowing Your Jewish Ghosts and Ghouls, Tor.com, 28 października 2012 (http://www.tor.com/2012/10/28/dybbuk-or-demon-knowing-your-jewish-ghosts-and-ghouls/)

Paula Szewczyk, wywiad z Przemysławem Semczukiem, Szkoła Nauk Okultystycznych, Newsweek, 26 listopada 2014 (http://www.newsweek.pl/historia/wiara-w-sily-nadprzyrodzone-w-dawniej-w-polsce-newsweek-pl,artykuly,352470,1.html)

Przemysław Semczuk, Magiczne dwudziestolecie, Wydawnictwo PWN, 2014

Artur Maszota, 8 polskich pisarzy, którzy parali się spirytyzmem, Booklips, 29 maja 2014 (http://booklips.pl/zestawienia/8-polskich-pisarzy-ktorzy-parali-sie-spirytyzmem/)

Film Pan Twardowski (1921, reż. Wiktor Biegański), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22182)

Film Pan Twardowski (1936, reż. Henryk Szaro), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22478)

Film Syn Szatana (1923, reż. Bruno Bredschneider), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22232)

Film Atakualpa (1924, reż. Henryk Bigoszt, Ignacy Miastecki), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22235)

Film Kochanka Szamoty (1927, reż. Leon Trystan), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22275)

Film U kresu drogi (1939, reż. Michał Waszyński), FilmPolski.pl (http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=22611)

Tadeusz Lubelski, Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty, Videograf II, Chorzów 2009

Stefan Bratkowski, Pod wspólnym niebem. Krótka historia Żydów w Polsce i stosunków polsko-żydowskich, Warszawa 2001

Zofia Borzymińska, Studia z dziejów Żydów w Polsce, DiG, Warszawa 1995

Daria Mazur, Dybuk, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2007

Wykład dr Justyny Jaworskiej o filmie Dybuk wygłoszony na Akademii Polskiego Filmu 26 października 2011 w Warszawie (https://www.youtube.com/watch?v=V8UBfRSiitw)

Wykład Stanisława Janickiego o filmie Dybuk, Warszawa 2008 (https://www.youtube.com/watch?v=xylkj5QAwEc)

Samuel Blumenfeld, Człowiek, który chciał być księciem. Michał Waszyński – życie barwniejsze niż film, Świat Książki, Warszawa 2008

Urszula Wolak, Waszyński, ideał oszusta. Wywiad z Łukaszem M. Maciejewskim, Dziennik Polski, 11 sierpnia 2014 (http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3535593,waszynski-ideal-oszusta,id,t.html)

Richard F. Shepard, FILM; ‚The Dybbuk’ Rises From the Ruins, New York Times, 10 września 1989 (http://www.nytimes.com/1989/09/10/movies/film-the-dybbuk-rises-from-the-ruins.html?pagewanted=all)

Józef Fryde, recenzja Dybuk, Prawda o Filmie, 1937, nr 8 (http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/artykuly/dybuk/22)

Leo Poroshin, The 35 Best Polish Movies of All Time, Taste of Cinema, 3 lutego 2016 (http://www.tasteofcinema.com/2016/the-35-best-polish-movies-of-all-time/)