by Marcin Halerz

 Zdjęcie by Marcin Halerz

Michał Stonawski: Jakiś czas temu, na profilu Flory Woźnicy pojawił się post, w którym wspomina ona swój horrorowy debiut – opowiadanie, które wypatrzyłeś w trakcie konkursu „Horror na debiut” i które wkrótce znalazło się na „Niedobrych Literkach”, czyli polskim centrum Bizarro. To mi przypomniało, jak lat temu (hehe) parę, zachęciłeś mnie do pisania opowiadania, które – dzięki Twojemu wstawiennictwu – wylądowało potem w antologii „City 2”. Tak sobie myślę, czy nie można by Cię nazwać łowcą głów polskiej grozy – do ilu debiutów (lub około-debiutów) się przyczyniłeś? 

Kazimierz Kyrcz Jr.: Miło, że o tym wspominasz. Rzeczywiście, przyczyniłem się do całkiem sporej liczby debiutów, a nawet powtórnych debiutów. Zarówno w kolejnych odsłonach antologii City (szykuję właśnie piąty tom), dwóch związanych z bizarro (Bizarro bazar i Bizarro dla zaawansowanych), jak i tych opublikowanych na Niedobrych Literkach. Poza Twoim opowiadaniem czy tymi, które wyszły spod klawiatury Flory Woźnicy, udało mi się „pozyskać” całą masę świetnych tekstów, takich, do których wracam z przyjemnością. A czy jestem „łowcą”…. Hm, raczej lobbystą, zachęcającym autorów do tego, by pisali coraz lepiej.

MS: Jako „lobbysta polskiej grozy” pomagasz również młodym autorom w kwestii na przykład stylistyki tekstów, więc zaciekawiły mnie Twoje pobudki – mógłbyś przecież skupić się tylko na swoim pisaniu i machnąć ręką na młodszych, w końcu to jest poświęcony na nich cenny czas… Tobie też ktoś tak pomógł, kiedy zaczynałeś z literaturą?

KKJ: Mógłbym machnąć ręką, ale nie jestem zbyt asertywny. Poprawiałem i poprawiam cudze teksty, często kosztem własnej twórczości… Na początku mojej przygody z literaturą nie miałem kontaktu z nikim, kogo można by określić mianem mentora. Musiałem kombinować, co zrobić, by się rozwijać, by nie osiąść na laurach. Efektem tych kombinacji było pisanie w duetach.

MS: A ostatnio poszedłeś w stronę bardzo samodzielnego pisania – w dodatku tematycznie nie celującego w grozę. Mówię tu nie tylko o „Dziewczyny, które miał na myśli”, czyli książce kryminalnej, ale o „Podwójnej Pętli”. Robisz przerwę od grozy? To „poboczny” projekt, czy może myślisz o pójściu w inny gatunek, jak to czyni wielu autorów wcześniej z grozą kojarzonych? Tutaj można wymienić takich, którzy piszą dla dzieci, jak i takich, którzy – jak Ty – uderzyli w kryminał. Nie twierdzę oczywiście, że to źle, ale romans z kryminałem przecież opłaca się literacko bardziej, niż z grozą. Jak to jest w Twoim przypadku?

KKJ: W moim wypadku to naturalny proces, a nie efekt kalkulacji, typu: pójdę w thrillery i będę dzięki temu kosił gruby szmal. Mam ten komfort, że nie utrzymuję się z pisania, więc mogę tworzyć dla przyjemności. Tak naprawdę to, że jestem kojarzony z grozą, początkowo mnie dziwiło, ale bardzo szybko mi się spodobało, bo… jak sam dobrze wiesz, uwielbiam jeździć na konwenty. Groza jest częścią fantastyki, więc uprawiając to poletko miałem okazję wybrać się w różne miejsca, no i spotykać – co nie dziwne – fantastycznych ludzi. „Podwójną pętlę” zacząłem pisać w zasadzie z dwa-trzy lata od chwili mojego grozowego debiutu. Jak widać, horror nigdy nie był dla mnie jedynym gatunkiem. Zresztą wcześniej pisałem wierszydła, piosenki, teksty humorystyczne czy groteskowe. Uważam, że w różnorodności siła. Choć oczywiście bez przesadyzmu.

MS: Zastanawiam się, czy to z potrzeby tej różnorodności zainteresowałeś się Bizarro Fiction? Śmiało można powiedzieć, że jesteś jednym z popularyzatorów tego gatunku w Polsce – pamiętam prelekcje, na których prezentowałeś zagraniczną literaturę Bizarro, konkurs „mężczyzna z teczką”,  potem Niedobre Literki i działalność tychże… teraz w wydawnictwie Dom Horroru pojawiła się „Nawiedzona wagina” Carltona Melicka – czyli gatunek już sam idzie dalej. Skąd zainteresowanie tym gatunkiem? Myślisz, że Bizarro ma szanse na większe grono fanów? 

KKJ: Wkrótce Dom Horroru opublikuje też „Apeshit” Mellicka, a redakcja Niedobrych Literek robi co może, by książek z tego gatunku pojawiało się u nas jak najwięcej. Jedną z nich nawet napisaliśmy, ale o tym póki co sza, żeby nie zapeszać.

Głęboko wierzę, że bizarro fiction może zdobyć w naszym kraju duże grono wielbicieli – jest bowiem literacką odpowiedzią na głęboko zakorzenioną w ludziach potrzebę zadziwienia. Ja w każdym razie lubię od czasu do czasu zostać wyrwanym z mojej czytelniczej sfery komfortu.

MS: Jeśli bizarro ma szanse, to może i horror też? O to też chciałem Cię zapytać – i ja wiem, że takich dyskusji i spekulacji było już mnóstwo, ale przy okazji ostatniego festiwalu Kfason temat wrócił – jak wyciągnąć grozę z „getta”? Jak przedostać się do świadomości szerszego czytelnika? Pojawiają się różne propozycje – od oczekiwania na swego rodzaju „mesjasza” grozy, który byłby dla horroru tym, kim Stieg Larsson dla kryminału, do drapania o „sufit” artykułami sponsorowanymi, krzyczenia głośno o tym, że polska groza istnieje. A Ty niedawno nie dość, że pokazałeś się szerzej czytelnikom, to jeszcze śmiało wkroczyłeś na rynek anglojęzyczny w antologii „Horror bez granic” (o to też zresztą będę chciał Cię zapytać) – co Twoim zdaniem polska groza może zrobić, by zostać zauważoną?

KKJ: Najwięcej korzyści przyniosłaby po prostu wytężona praca. Mamy wielu zdolnych autorów. Czy jednak pracowitych, gotowych do zaciśnięcia zębów i doskonalenia swojego warsztatu? Tu już niekoniecznie. Drugą, również ważną kwestią, jest skłócenie środowiska. Ludzie nie tylko sobie nie pomagają, ale i kopią dołki jeden pod drugim, co – w moim przekonaniu – jest żałosną walką o ochłapy.

Dlatego też, o ile nasza groza jest w ogóle dostrzegana, to nader często właśnie przez pryzmat dzielących jej fanów waśni i sporów. Głupich, jak te z rymowanki o straganie w dzień targowy.

MS: Myślisz, że wyciszenie wszelkich konfliktów i wspólna praca u podstaw mogłaby sprawić, że polska groza dotarłaby do czytelnika, tak jak kryminał? Chociaż patrząc na ten gatunek, sporo się przecież zaczęło od kryminałów skandynawskich – to może tu leży problem? Ciągle myślę o tym, jak wielu czytelników otwarcie przyznaje, że nie czyta rodzimych twórców, bo są Polakami. Może polski czytelnik zwyczajnie nie szanuje polskiej literatury? 

KKJ: Niestety, w tym co mówisz, jest sporo racji. Wielu Polaków nadal uważa, że nasi pisarze piszą gorzej od zachodnich. A kiedy już się przełamią i sięgną po coś „naszego”, wówczas często otwierają oczy ze zdumienia: to nasi też potrafią? Inna sprawa, że sytuacja autorów zagranicznych jest na naszym rynku o tyle lepsza, że idą za nimi większe pieniądze i dostępność. Skoro wydawnictwo X płaci sporo za dany produkt (nie oszukujmy się – 99% wydawnictw tak właśnie traktuje książki), to jest skłonne odpękać jednak trochę grosza, czy pracy na promocję. W przypadku rodzimych autorów zazwyczaj wydawcy uważają, że to oni robią im łaskę (nie mylić z laską), że w ogóle ich publikują. Tym samym najczęściej cały ciężar promocji zrzucany jest właśnie na barki autorów. Osobną kwestią jest to, że gdy danego autora z zagranicy zaczyna się u nas wydawać, to często już jest to autor o jakimś dorobku, obejmującym kilka czy kilkanaście książek. Dzięki temu wydawnictwo może przyzwyczaić czytelników do danego autora, publikując na przykład dwie jego książki rocznie.

Wracając do grozy – jeśli sami walczymy ze sobą (na przykład przez fakowe konta na Lubimy czytać, założone wyłącznie po to, żeby obniżyć ocenę książek znienawidzonego autora), czy „recenzje” z wstawkami typu: to słaba książka, ale nie aż tak słaba jak to co pisze Cichowlas i Kyrcz (autentyk!), to jak ktoś z zewnątrz ma nas traktować poważnie?

MS: Ty jednak odważnie wychodzisz na zewnątrz, konfrontując się z czytelnikiem zagranicznym. Opowiesz coś więcej o projekcie „Horror bez granic”?

KKJ: Fakt, że trafiłem do tej niezwykłej antologii, jest właśnie dowodem na to, że można osiągnąć coś swoją pracą i wytrwałością. Kilka lat temu nawiązałem współpracę z DARKER – rosyjskim fanzinem poświęconym grozie, w którym ukazały się trzy moje opowiadania. Rzecz jasna miałem chrapkę na więcej, ale niestety, ich tłumacz Wadim Wołobujew zrezygnował z dalszej współpracy z pismem… Z tego, co się orientuję, moje opowiadania spodobały się rosyjskojęzycznym czytelnikom, tak więc pomysłodawca antologii, notabene przesympatyczny Oleg Hasanov, zwrócił się do mnie z propozycją, bym reprezentował w niej Polskę.

Książka, do której trafili autorzy z całego świata, jak dotąd ukazała się w wersji anielskiej i rosyjskiej, liczę jednak na to, że i u nas znajdzie się wydawnictwo, które zainteresuje się jej wydaniem.

MS: Mam nadzieję, że właśnie tak to się potoczy. Zbliżając się do końca naszej rozmowy, mam jeszcze lżejsze pytanie: gdybyś miał wymienić po jednym dziele kultury związanym z szeroko pojętą grozą – absolutnym must have każdego, kto grozę wielbi? Kategorie: literatura zagraniczna, polska, film, serial, gra 😉 

KKJ: Toś mnie zażył. Łatwo będzie tylko z pierwszym komponentem pytania: Kathe Koja i jej debiutancka powieść „Zero”. W literaturze polskiej co prawda dorobiliśmy się wielu dobrych i bardzo dobrych książek, ale tej jednej jedynej nie jestem w stanie wskazać. W gry nie gram, więc jestem tu totalnym Nemo. Film? Bezdyskusyjnie „Nosferatu wampir” Wernera Herzoga ze zjawiskową Isabelle Adjani. Serial… no cóż, przyznam się bez bicia, że oglądam raczej seriale osadzone w innych klimatach. Na chwilę obecną moim ulubionym jest… cholera, jest ich tak wiele… Rzut monetą i… „Barry”!

MS: Bardzo fajne propozycje i klasyki! Mam nadzieję, że nasi czytelnicy sobie coś z tego wybiorą… a tymczasem bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

KKJ: Ja również Ci strasznie dziękuję.

Zdjęcie Kazimierza Kyrcza Jr. wykonał Marcin Halerz

Zapraszamy na facebooka Kazimierza Kyrcza Jr., oraz na jego stronę internetową

O Autorze

Michał Stonawski (ur. 1991 r. w Krakowie) - Redaktor naczelny lubiegroze.pl. Autor beletrystyki, publicysta, krytyk literacki. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010". Od tego czasu opublikował ponad trzydzieści opowiadań tak elektronicznie, jak i na papierze (ostatnio: "Cisza" w "Nowej Fantastyce"). Aktywny członek fandomu fantastyki, organizator i koordynator eventów literackich, w latach 2014-2016 współorganizator Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Na 2017 rok planowana jest premiera książki "Mapa Cieni: Kraków", której jest pomysłodawcą, redaktorem i współautorem. Ostatnio próbuje swoich sił jako Game Developer - wiceprezes Alrauna Studio. Kontakt: mstonawski@gmail.com

Podobne Posty