Pisarka grozy, blogerka modowa, game developer – programistka, ostatnio uczestniczka „Milionerów” i wiecznie uśmiechnięta kobieta z głową pełną pomysłów. Znam Sylwię Błach już ładnych parę lat, ale zawsze zastanawiam się, czym jeszcze mnie zaskoczy. Bo że tak się stanie – mogę być pewien. Ostatnio na przykład postanowiła wydać książkę. I cóż w tym nowego, w końcu jest pisarką – zapytacie. Tyle tylko, że mało który pisarz grozy – w szczególności polskiej – decyduje się pisać dla dzieci. A już szczególnie pomyśli o tym, by dla dzieci pisać grozę, nawet Łukasz Orbitowski będąc jeszcze kojarzony głównie z tym gatunkiem, napisał „Prezesa i Kreskę” – bajki o kotach, w których grozy jednak trudno się doszukać. 

Jest parę problemów z grozą skierowaną do dzieci. Po pierwsze – bardzo łatwo przedobrzyć. Sylwię Błach kojarzyłem z dosyć bezkompromisowej, bardzo krwawej i często nacechowanej seksualnie grozy. Rzecz jasna wątpię, by autorka bez zahamowań przeniosła tak mocne wątki do literatury dziecięcej, jednak pisząc przez długie lata literaturę skierowaną dla dorosłego czytelnika, może być trudno znaleźć właściwy ton i wrażliwość, by skupić się na nie mniej wymagającym, ale za to dużo wrażliwszym odbiorcy.  Po drugie – istnieje obawa, że nikt tego nie wyda, bo dzisiaj słowo „horror” i „dziecko” w żadnym wypadku ze sobą nie współgrają. Wydawcy to biznesmeni – kalkulują, czy książka może się sprzedać. Biorąc pod uwagę dzisiejsze trendy, w tym i to, że bajki są coraz bardziej poddawane cenzurze obyczajowej, uderzanie z grozą do młodszych odbiorców to rzecz ryzykowna. Całe szczęście Sylwia Błach nie myśli w ten sposób – ciągle próbuje przełamywać nowe horyzonty, o czym dobitnie świadczy jej życiorys. Całe szczęście również, że i wydawnictwo Albus podjęło ryzyko. Tak powstała książka „Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory”. 

Pierwszym pytaniem, jakie zadałem sobie, kiedy trzymałem już książkę w dłoniach było; „czy faktycznie jest to książka grozy?”. Jej struktura jest dosyć dwoista – po pierwsze krótki opis potwora, zjawy czy innego stwora, nie stroniący od dociekań historyczno-kulturowych. Po drugie krótkie opowiadania – drabble – dołączone do każdego z opisów. Dodatkowo ilustracje autorstwa Pauliny Daniluk. Same opisy z grozą wiele wspólnego nie mają – za to czytelnik dowie się z nich właściwie wszystkiego, czego powinien dowiedzieć się (szczególnie jako początkujący) o danym stworze. Co szczególnie ważne, Sylwia żywo odwołuje się do dzieł popkultury, które same w sobie nie zawsze dostosowane są do wieku najmłodszych czytelników. Czy to błąd? Absolutnie nie – myślę, że książka ta będzie służyć nie tylko jako jednorazowa porcja rozrywki, ale pierwszy przewodnik po filmach i książkach dla dorastającego odbiorcy. Czy zatem w warstwie beletrystycznej znajduje się więcej grozy? Tutaj muszę odpowiedzieć jednoznacznie – tak. I chociaż nie jest to groza skierowana do starszego czytelnika, mówiąc prościej – nie jest to horror – to w stu słowach udało się Sylwii Błach zawrzeć wystarczający ładunek niepokoju, bym mógł powiedzieć, że to rzeczywiście jest groza. Dla dzieci. Lekka, czasem nawet zabawna. I tutaj dochodzę do lekkiego paradoksu, bowiem dziecięca groza Błach nie ma za zadanie wystraszyć swojego odbiorcy, a… zaciekawić go i oswoić z potworami. A to, wydawałoby się, zupełnie przeczy naturalnemu celowi gatunku. 

Rozumiem jednak założenie, które kierowało autorką przy pisaniu tej książki. Jeśli ma być to książka dla dzieci, powinna zapraszać je do niezwykłego świata popkultury, nie zaś niepotrzebnie straszyć i odstręczać. To zadanie – jeśli faktycznie je przed sobą postawiła – Sylwia Błach wykonała doskonale. Co w kontekście pozostałej jej literatury – zatem i pewnych przyzwyczajeń literackich i warsztatowych – jest godne podziwu. Tak, jak godnym podziwu jest to, co znalazłem wewnątrz książki: Zombie, nekromanta, czarownica, wampir (ale również i dhampir!), wilkołak, ale też i kosmita, poltergeist, czy bardziej mityczny smok, chimera czy pegaz. Stworów jest tu od groma – wszystkie opisane i będące bohaterami krótkich, rodzajowych scenek. Wszystkie opatrzone ilustracjami, które przywodzą mi na myśl stare baśnie czytane w dzieciństwie. Minimalistyczne i tym bardziej niepokojące, im dłużej się na nie patrzy. Wpisują się w tematykę książki idealnie. 

Idealne – z mojego punktu widzenia – jest też i to, co znajduje się na samym początku książki. Sylwia Błach tłumaczy czym potwór jest i czemu strach jest nie tylko potrzebny, ale dobry. Zarówno w formie krótkiej rozprawy (dostosowanej stylistycznie dla dzieci), jak i drabbla o wiele mówiącym tytule „Pytanie o sens straszenia”, tłumaczące z punktu widzenia potwora, czemu straszyć trzeba. Ten swoisty wstęp nie jest tylko pomocny dla matek i ojców, którzy będą chcieli kupić tą książkę swoim pociechom, ale i dla samych dzieci, które nie tylko oswoją się z uczuciem strachu, ale i gładko dadzą się wciągnąć w świat literackiej grozy. 

Doprawdy, trudno jest mi znaleźć niedoskonałości tej pozycji. Gdybym już musiał narzekać, to chyba tylko na to, że sam nie jestem już dzieckiem i nie mogłem poczuć tej lektury tak świeżo, jak i one. I może jeszcze to, że „Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory” mogą nie przemówić do każdego – dlatego, że tej prawdziwej beletrystyki jest w książce tak mało. Sama zaś forma drabbli nie pozwala rozwinąć się akcji i tym samym nie wciągnie młodszego czytelnika odpowiednio. Same zaś opisy – choćby i bardzo zajmujące i puszczające co chwile oko do odbiorcy – mogą się też znudzić. Z drugiej jednak strony czy współczesne dzieci, z jedną ręką zajętą smartphonem czy tabletem znalazłyby czas na dłuższą formę? Być może właśnie to, że mogą pochłaniać tę książkę z doskoku, za każdym razem (i w każdym wieku) znajdując coś nowego, okaże się właściwym podejściem? Na to pytanie mogą odpowiedzieć tylko same dzieci. 

Mnie pozostaje zauważyć, że „Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory” to książka niewątpliwie potrzebna, zapełniająca lukę, która zdecydowanie zbyt długo ziała pustką. Co więcej – jest to książka pożyteczna dla gatunku i ważna z punktu widzenia wejścia młodego czytelnika w te bardziej mroczne zakamarki literatury. I nie tylko – jest przecież pewną specyficzną formą przewodnika, zarówno po świecie upiorów, jak i nawiązującej do nich popkultury. Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że Sylwia Błach napisała najlepszą książkę w swoim obecnym dorobku literackim.  

O Autorze

Michał Stonawski (ur. 1991 r. w Krakowie) - Redaktor naczelny lubiegroze.pl. Autor beletrystyki, publicysta, krytyk literacki. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010". Od tego czasu opublikował ponad trzydzieści opowiadań tak elektronicznie, jak i na papierze (ostatnio: "Cisza" w "Nowej Fantastyce"). Aktywny członek fandomu fantastyki, organizator i koordynator eventów literackich, w latach 2014-2016 współorganizator Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Na 2017 rok planowana jest premiera książki "Mapa Cieni: Kraków", której jest pomysłodawcą, redaktorem i współautorem. Ostatnio próbuje swoich sił jako Game Developer - wiceprezes Alrauna Studio. Kontakt: mstonawski@gmail.com

Podobne Posty