Część pierwsza – w której mówię o seksie i horrorze

Mogłoby się wydawać, że horror i seks leżą bardzo blisko siebie. W przypadku filmów  „Klasy B” często pojawiają się przecież piersi tej czy innej aktorki, wybranej chyba tylko po to, by właśnie swój biust pokazała. Sama groza – jako że należy do tematów mrocznych, kojarzonych z nocą i brutalnością, wydaje się leżeć gdzieś w okolicy seksu. Najlepiej mocnego, dzikiego i nierzadko krwawego. Czy słusznie – nie wiem. Wiem, że większość zbyt obrazowo opisanych scen erotycznych, mimo najlepszych chęci autora – mnie bardziej śmieszy, niż podnieca. A dzieje się tak dlatego, że napisanie dobrej sceny erotycznej to naprawdę spore wyzwanie – nawet dla pisarza doświadczonego. Więcej – w wielu przypadkach autorzy starają się po prostu scen seksu unikać, urywając narrację w momencie, kiedy do głosu dochodzi wyobraźnia czytelnika – tak jest najbezpieczniej, łatwo w temacie seksu o przesadę, a stąd jest już tylko mały krok do śmieszności. Co w horrorze – mającym z założenia budzić strach czy obrzydzenie – nie jest raczej wskazane.

Antologia, w której opublikowane są opowiadania grozy nakierowane na seks, to z jednej strony łakomy kąsek, z drugiej – moim zdaniem zadanie dla mistrzów pióra, którzy umiejętnie balansują motywami. Jaki dla mnie powinien być więc horror erotyczny? W tym idealnym brzmieniu wyobrażam sobie ujęcie tematu w taki sposób, bym – przykładowo – odczuł rodzące się podniecenie seksualne w temacie nekrofilii. Lub też – jak to się ma w przypadku strachu – balansował gdzieś na granicy. Oczywiście, wkrótce poczułbym obrzydzenie zarówno do siebie, jak i do tego, co stało się w danym opowiadaniu. Co tylko świadczyłoby o tym, że spełniło ono swoje zadanie. Można też iść w zupełnie inną stronę – do dziś pamiętam opowiadanie „Kuchnia z gwiazdami” Roberta Ziębińskiego, opublikowane w antologii „City2”, gdzie bohater zajada smacznie wargi sromowe i łechtaczkę Małgorzaty Foremniak. W swoim wykrzywieniu przypominało „American Psycho”, szokując i fascynując jednocześnie. To, czego obawiam się, nim otworzę „Tabu”, to pójście na łatwiznę, czyli krwawe BDSM, tortury, czy inne „B-klasowe” zagrywki. Nie pomaga też fakt, że większość autorów znam osobiście, innych zaś internetowo – to tylko sprawia, że mam wobec nich jeszcze większe wymagania. Jako osoba śledząca uważnie dorobek każdego z nich wiem, że są zdolni do naprawdę wielkiej literatury.

Część druga – w której punktuję „Tabu – antologię horroru erotycznego”

Pominę jednak poezję – bo i ta została umieszczona w „Tabu”. Nie robię tego z lenistwa, a z faktu, że na poezji się po prostu nie znam. Więcej – jestem w przypadku poezji całkowitym ignorantem. Mogę tylko powiedzieć, że moim zdaniem dobrze, że Maciej Szymczak, człowiek, dzięki któremu antologia „Tabu” w ogóle powstała, zdecydował się na umieszczenie także i jej – choć w temacie, może stanowić momenty, w których czytelnik zwyczajnie odetchnie, między lekturą poszczególnych opowiadań.

Pierwsze opowiadanie, które przyszło mi przeczytać, to „Jest w niej dusza nierządnicy” Norberta Góry. To sprawnie napisana historia o seksualnym – a jakże –  opętaniu. To, co czyni z niej dobry otwierający tekst, to długość. Góra mógł rozwinąć swoją historię, czyniąc z niej spójne dzieło, którego akcja toczy się niespiesznie, ale i nie za wolno. Rozwijane są tu postaci, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowe. Finał, chociaż przewidywalny, daje pewną satysfakcję. To po prostu dobry rzemieślniczo tekst, który tak samo dobrze mi się czytało.

„Miłość bez znieczulenia”, Sylwii Błach to… cóż, opowiadanie o BDSM i niezdrowej relacji między dwójką partnerów. Język jest oczywiście mocny, opisy poszczególnych tortur coraz bardziej niesamowite, jak choćby odgryzienie palca, co samo w sobie mocno zastanowiło mnie pod względem technicznym. Zakończenie lekko zaskakuje, co jest niewątpliwym plusem tego tekstu.

„Nie w inność” Krzysztofa T. Dąbrowskiego stanowi kontrast dla poprzedniego tekstu. Było też dla mnie zaskakujące i to na wielu różnych płaszczyznach. Po pierwsze, ten tekst jest w swoim brzmieniu bardzo delikatny i zarówno grozy, jak i erotyki co najwyżej lekko dotyka. Po drugie, w przeciwieństwie do poprzednich,dosyć frywolnych opowiadań Dąbrowskiego, to jest porażająco poważne. Więcej – smutne. A przy tym również życiowe. Całe przesiąknięte jest tęsknotą i melancholią. Groza działa tutaj dokładnie tak, jak powinna – jest jedynie przyprawą do opowiadanej historii. Nie spodziewałem się takiego opowiadania ani w tym zbiorze, ani tym bardziej spod pióra Krzysztofa Dąbrowskiego. A co najważniejsze – sprawdziło się ono doskonale. Po zakończeniu tej historii byłem zdruzgotany i to właśnie ona jest według mnie najlepszym opowiadaniem w całym „Tabu”.

„Dżdżownice” Anny Musiałowicz bardzo łatwo byłoby zepsuć. To historia tak dziwna, że nie sposób nawet mówić o jakiejkolwiek realności. Temat łatwo byłoby więc potraktować płytko, skupiając się tylko na samym wyrazie – na samej dziwności, samym „bizarro” – Musiałowicz pozwoliła sobie rozwinąć zarówno wątki, jak i bohatera swojego opowiadania. Tak jak w przypadku poprzedniego tekstu, sama groza dodana jest tutaj ze smakiem. Erotyzm zaś równocześnie mnie zafascynował, jak i obrzydził. Nie trzeba niczego więcej, by powiedzieć, że autorka pokazała kunszt.

Zastanawiam się jednak, czemu „Erotyczne dewocjonalia” Krzysztofa Wacha w ogóle w „Tabu” się znalazły. Trudno mi bowiem tekst ten nazwać pełnoprawnym opowiadaniem – to raczej scenka, której mogłem przypisać pewne filozoficzne brzmienie. Jednak nawet jeśli tak było, to dalej dzieło to jest niepełne. Nie sposób jednak autorowi odmówić śmiałości – tam, gdzie inni uciekają, czyniąc z aktu seksualnego tylko część swojej fabuły, Krzysztof Wach zasadził całą swoją oś fabularną, nazywając scenkę nawet „rozdziałem” – pierwszym i ostatnim.

„Małżeńska wymiana” Marcina Piotrowskiego nawiązuje z kolei do kultury swingersów. To poprawnie napisany tekst z dosyć przewidywalną fabułą. Erotyka w nim przedstawiona jest dosyć obrazowo, nie pozostawiając wiele wyobraźni.

Na pewno lepsze są „Dwa Oblicza” Krzysztofa Haczyńskiego. Chociaż i tutaj fabuła nie zaskakuje, tekst wydał mi się całkiem zabawny, i chociaż sam finał nie jest optymistyczny, to opowiadanie jest po prostu lekkie, niemal przygodowe – oczywiście ciągle w granicach grozy i erotyki. Chciałbym, by Haczyński pociągnął je jednak dalej – aż prosi się bowiem o rozbudowanie relacji bohatera i głowy, z którą prowadzi dialog w górskiej chatce. Przydałoby się też, aby autor popracował nieco nad swoim warsztatem.

Piotr Ferens „W całkowitej ciemności” odwołuje się do motywów już ogranych, czyni to jednak ze smakiem i zmyślnie żongluje motywami wampiryzmu. Powiem więcej – jego opowiadanie to wspaniały romans, który jednak nie pozbywa się właściwej grozie dosłowności. Czyta się to świetnie – tekst jest dojrzały, fabuła przemyślana, a sama opowieść pozostawiła mnie z poczuciem dobrze spędzonego czasu. Tym samym, obok Dąbrowskiego i Musiałowicz, Ferens dał tej antologii kolejny naprawdę dobry tekst, który chcę wyróżnić.

Myślę, że podobne odczucia znalazłbym w sobie dla opowiadania Rafała Sali, „Czy potwory płaczą”, gdyby autor postanowił je rozwinąć. Po satysfakcjonującym i zachęcającym początku zdecydowanie oczekiwałem czegoś więcej. Zwłaszcza, że bardzo gawędziarski styl autora wręcz zachęca do rozdmuchania opowieści.

„Prawdziwe oblicze” Sandry Gatt Osińskiej było dla mnie chyba najtrudniejszym do oceny tekstem. Z jednej bowiem strony podobał mi się zamysł – dresiarski horror, mogący być „Origin story” jakiejś legendy miejskiej. Z drugiej mam wrażenie, że tekst należałoby rozwinąć, by nie był tylko zwykłą „straszną opowieścią o ruchaniu” – bo i niewiele więcej się w tym opowiadaniu dzieje.

„Przygoda” Flory Woźnicy to klimatyczna opowieść, nawiązująca w moim odczuciu do estetyki Mastertonowskiej. Motywem jest zemsta i tak jak w przypadku poprzedniego opowiadania myślę, że „Przygodzie” przydałoby się rozwinięcie. Napisane jest dobrze i widać, że autorka panuje nad swoim piórem.

„Pakt” Maćka Szymczaka na pewno jest tekstem, który miał czas, by wybrzmieć i miejsce, by być rozwiniętym. Chociaż finał nie był zaskakujący, sama fabuła – a przede wszystkim postać głównego bohatera, jest dla mnie intrygująca. Ten bowiem jest męską dziwką – i o ile takowe istnieją, ich temat nie jest często w popkulturze wykorzystywany. Szymczak ma więc ciekawego bohatera – a to często połowa sukcesu. Fabuła zaś toczy się wokół jednego ze zleceń, jakie ten dostaje. I tutaj mogę narzekać – bowiem dosyć szybko można przewidzieć, jak zakończy się ta historia. A mimo to przeczytałem opowiadanie z przyjemnością.

Antologię zamyka „Teresa” Tomka Siwca. Jak zwykle w przypadku Siwca, opowiadanie to nie aspiruje do bycia wielką literaturą. Jak zwykle w przypadku Siwca, historia jest obrazoburcza i bez pardonu obdziera tabu z wszelkiego tabu. Jak również ma się to zwykle w przypadku Siwca, tekst jest napisany naprawdę dobrze i nie było możliwości, bym się przy nim świetnie nie bawił. Siwiec na zakończenie antologii jest też o tyle dobrym pomysłem, że jego opowiadanie jest mocnym uderzeniem, po którym z czytelnika takiego jak ja od razu ulatuje powietrze. Taki właśnie jest urok prozy Siwca, że gdzieś w mojej głowie jedna po drugiej przepalają się kontrolki. I właśnie przez to jestem mu w stanie wiele wybaczyć – chociaż tego nie potrzebuje. Tomek Siwiec jest bowiem rzadkim przypadkiem pisarza, który nie próbuję skakać wyżej, niż potrafi – a mimo wszystko pnie się w górę, samemu ustanawiając poziom swoim tekstem. „Teresy” bowiem nie mogę przyrównać do niczego. I niech tak zostanie.

Część trzecia, w której powinno znaleźć się podsumowanie 

Mam trudność w podsumowaniu antologii jako całości. Wpływ na jej odbiór ma bowiem wielu autorów i należałoby tak naprawdę oceniać pracę głównego redaktora – Maćka Szymczaka, który teksty te oceniał i dobierał. Osobiście jestem skłonny czytać antologie nawet dla jednego świetnego tekstu – zasada ta często sprawdzała się w przypadku zbiorów opowiadań z gatunku science-fiction, do których miałem i dalej mam wielkie zamiłowanie. Jeśli choćby jedno (z reguły było ich więcej) sprawiało, że podskakiwałem z wrażenia, oceniałem, że nie zmarnowałem czasu, czytając całość.

Każde opowiadanie to popis innego autora – i w ten właśnie sposób wolę o nich mówić. O „Tabu”, jako o całości mogę powiedzieć jedno – to moim zdaniem próba chwycenia byka za rogi i podejścia do bardzo trudnego tematu. Na pewno nie powinno się skończyć na jednej takiej książce – z tym, że dobór tekstów powinien być w moim odczuciu poddany gruntownej analizie. Opowiadania w „Tabu – antologii horroru erotycznego” są (i trudno, by nie były) nierówne. Ukazuje jednak spektrum różnych spojrzeń na temat erotyki w horrorze.

Żadne z opowiadań, które czytałem, nie zbliżyło się do mojego ideału. Nie czyni to jednak antologii „Tabu” złą – pozwoliłem się bowiem zaskoczyć więcej niż raz przez historie, które dały mi satysfakcję. Mam jednak nadzieję, że na tym historia „Tabu” się nie skończy.

Odpowiadając więc na zadane w tytule pytanie – tak, horror erotyczny istnieje, ale jest go zdecydowanie za mało. 

O Autorze

Michał Stonawski (ur. 1991 r. w Krakowie) - Redaktor naczelny lubiegroze.pl. Autor beletrystyki, publicysta, krytyk literacki. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010". Od tego czasu opublikował ponad trzydzieści opowiadań tak elektronicznie, jak i na papierze (ostatnio: "Cisza" w "Nowej Fantastyce"). Aktywny członek fandomu fantastyki, organizator i koordynator eventów literackich, w latach 2014-2016 współorganizator Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Na 2017 rok planowana jest premiera książki "Mapa Cieni: Kraków", której jest pomysłodawcą, redaktorem i współautorem. Ostatnio próbuje swoich sił jako Game Developer - wiceprezes Alrauna Studio. Kontakt: mstonawski@gmail.com

Podobne Posty