Niniejsza dyskusja powstała już po opublikowaniu recenzji Piotra Borlika. Biorący w niej udział (Michał Stonawski i Piotr Borlik) zdecydowali, że najlepszą opcją rozmowy o książce, będzie pozwolenie sobie na spoilery związane z jej treścią. Za egzemplarze książki dziękujemy wydawnictwu Stara Szkoła. 

 

Michał Stonawski: Nie znam prawie zupełnie słowackiego horroru – to pierwsze pomyślałem, kiedy wziąłem do ręki „Strach” Jozefa Kariki. Nie wiem, jak się sprzedaje, ani ilu słowackich pisarzy grozy tak naprawdę publikuje. Tak samo czeskich, czy nawet niemieckich. Wcześniej czytałem tylko Dusana Fabiana, którego „Rytuał” w dwóch tomach wydało nieistniejące już wydawnictwo Redhorse. Już wcześniej o tym myślałem, ale teraz mnie to zaniepokoiło – mam wrażenie, że mamy (lub ja mam) słaby kontakt z literaturą naszych najbliższych (geograficznie i kulturowo) sąsiadów. King, Masterton, Lee, Ketchum, Smith, Hill… zalew literatury anglosaskiej (w współczesnym rozumieniu tego słowa) jest raczej faktem. Co z sąsiadami? Pamiętam „Przygody dobrego wojaka Szwejka”, które czytał mi dziadek. Było tego więcej, ale niewiele mi się wbiło w pamięć. Niewykluczone, że na tym polu jestem ignorantem, więc nie będę formułował śmiałych tez o absencji literatury słowackiej czy czeskiej w naszej rzeczywistości, ale myślę, że anglosaska popkultura wyparła ją z szerszej świadomości. Dobrze więc, że takie wydawnictwa jak Stara Szkoła działają. Podwójnie dobre jest to, że wydają również horror, który nie ma przecież wcale uwagi wielkiej rzeszy czytelników – przynajmniej w naszym kraju. Trudno mi jednak porównywać Karikę do jemu podobnych pisarzy spod drugiej strony Tatr. Z drugiej strony – nie muszę. W końcu wydany został u nas i to z naszą literaturą musi się konfrontować. Nie bez związku wspomniałem również wcześniej o literaturze anglosaskiej, bo wpływ Kinga na „Strach” Jozefa Kariki jest oczywisty – sam autor w swojej powieści się do niego przyznaje…

Piotr Borlik: Z tym oczywistym wpływem Kinga na „Strach” muszę się nie zgodzić. Generalnie co drugi autor jako źródło inspiracji podaje mistrza ze stanu Main, ale osobiście nie wyczuwam tego w ich książkach. U Kariki również. „Strachowi” zdecydowanie bliżej do twórczości polskich autorów. Wystarczyłoby pozmieniać imiona, nazwę miasta i nikt by się nie zorientował, że to zagraniczna powieść.  Traktuję to jako zaletę dla polskiego czytelnika. Lubimy takie kameralne historie, gdzie akcja dzieje się w jednym miejscu, mamy jednego głównego bohatera oraz kilka marginalnych postaci. Możemy dzięki temu bardziej wczuć się w protagonistę i jego problemy. Możemy wejść w jego skórę i razem z nim poczuć „Strach”. Ośmielę się rzucić ryzykowną tezę. Otóż sądzę, że jeśli komuś podobał się „Dom na Wyrębach” Dardy, to doskonale odnajdzie się u Kariki. Stąd też zapewne wzięły się wysokie oceny pośród niektórych czytelników (i niskie u osób znanych w środowisku z nieszczególnej sympatii do rodzimej literatury grozy 😉 ).

Michał Stonawski: Jest w tym coś, co mówisz – ta historia naprawdę jest kameralna, tyczy się przecież jednego osiedla. Z drugiej strony sam motyw „Strachu” jest w jakimś sensie podobny do „TO”, co nawet w książce jest podkreślone – myślę, że to celowy zabieg autora. Niemniej miejsce akcji sprawia, że w istocie – gdyby nie bohaterowie i nazewnictwo, Rużomberk mógłby być równie dobrze polskim miasteczkiem. To też pokazuje, jak znikome w sensie kulturowym są różnice między naszymi krajami i literaturą. W tym kontekście trochę mi smutno, że to popkultura anglosaska wiedzie u nas prym.

Pociągnę temat ocen tej książki. WielkiBuk i Okiem na Horror (patroni medialni książki) bez zająknięcia się nazywają tę książkę najlepszą powieścią grozy roku 2017. Sebastian Sokołowski z Okiem na horror pisze nawet „to idealny przepis na bestseller tego roku! Absolutny HIT!” Z kolei Carpe Noctem w osobie Agnieszki Brodzik nazywa „Strach” „strasznie słabą książką”, przyrównuje do gniotów i najgorszych książek grozy roku – a nawet ostatnich paru lat. Sama Agnieszka mówi również, że druga z twarzy „Karpiów”, czyli Paweł Mateja „poległ” – przeczytał kawałek książki i nie chciało mu się kontynuować lektury. Polecę ostatnimi cytatami z podcastu Carpe Noctem; „Karika ma ten problem, że po prostu nie umie pisać„, „Kompletnie ten koleś nie ma warsztatu„. Szczerze mówiąc, zderzenie tak różnych ocen i spojrzeń, czyni „Strach” jeszcze bardziej interesującą książką. Wydaję mi się, że w takim wypadku trudno przejść obok „Strachu” Kariki obojętnie. Osobiście trudno mi będzie nazwać tę książkę zarówno najgorszym, jak i najlepszym horrorem roku 2017. Nie uważam po prostu, aby kwalifikowała się do tych grup.

Piotr Borlik: Nic, tylko czekać, aż ktoś rzuci banałem, że tę książkę albo się kocha, albo nienawidzi. Nie przesadzajmy. Różnice w odbiorze jak dla mnie wynikają ze zróżnicowanych gustów odbiorców. Dla jednego opisy strachu czy osamotnienia będą tworzyły niesamowity klimat grozy. Drugi powie, że to nudne gadanie ciągle o tym samym. U Kariki odnajdą się ci pierwsi. Tak negatywny odbiór „Karpiów” może być spowodowany niewłaściwym podejściem do książki. Wspomniani przez Ciebie patroni medialni „Strachu” mocno napompowali balonik i ja sam jako czytelnik podchodziłem do książki z mocno bojowym nastawieniem. Tak to chyba działa. Jeden przeczytawszy pięć pochlebnych opinii i nawet nie trzymając książki w dłoniach, sądzi, że ta jest świetna i tylko totalny kataklizm w trakcie lektury jest w stanie zmienić jego zdanie. Drugi nie wierzy, chce to skonfrontować i niejako w automatyczny sposób czytając, czeka na jakieś „babole”. Oba podejścia są błędne. Idealnie byłoby podchodzić do książki bez jakiejkolwiek wiedzy o niej.

Z pewnością sformułowanie, iż Karika nie potrafi pisać, jest niesprawiedliwe. W swojej recenzji zwróciłem uwagę na momentami rwaną narrację, wysyp krótkich zdań oraz akapitów – bywa i kilkanaście akapitów na stronę, nie licząc dialogów. To w połączeniu z wyżej wspomnianymi opisami wewnętrznego strachu rzeczywiście może zrazić do siebie bardziej wymagających czytelników. Pytanie tylko, czy osoby nazywające „Strach” najgorszą książką 2017 roku czytali pozostałe pozycje z rankingu Okiem na Horror? Śmiem twierdzić, że o 90% znajdujących się tam tytułów powiedzieliby to samo, a co za tym idzie, mogliby stwierdzić, że 90% publikujących obecnie autorów grozy nie potrafi pisać. Do czego zmierzam? Ano do tego, „Karpie” po prostu nie lubią tego typu książek. Nie czyni to jednak „Strachu” wyjątkowym.

Michał Stonawski: „Strach” faktycznie nie jest wyjątkową książką. Ani wyjątkowo dobrą, ani też wyjątkowo złą. Jednak daleki jestem twierdzeniu, że powieść Kariki mnie do siebie nie przekonała. Wręcz przeciwnie. Przyznam, że w paru miejscach poczułem zarówno mroźną atmosferę górskiej zimy, jak i nawet coś, co mogło być ukłuciem strachu. Wczułem się, ale to, co mi się podobało przez większość czasu, jaki spędziłem z lekturą, to fakt, że autor zawsze krąży wokół tej „szafy z potworem”, ale nigdy jej nie otwiera – nie pokazuje głównego złego. Nawet w momencie, kiedy bohater – w retrospekcji – się z nim konfrontuje. Pozwolę sobie na cytat: „Obok Alicy dostrzegam coś obcego, tak bardzo obcego, że nawet krótkie spojrzenie jakby parzy mi mózg„. Autor nie rozwija tematu. Bohater zaś ucieka jak zwierze, zostawiając rodzoną siostrę na śmierć. W tym momencie moja wyobraźnia eksploduje – widzę wysoką, długoręką postać z wydłużoną, owalną głową bez twarzy. Ale tego w książce przecież nie ma. Twój potwór wyglądał inaczej – bo co innego straszy Ciebie. Karika odrobił lekcje – wie, że pokazanie potwora to jednocześnie śmierć całej grozy. Później mógłby to być już po prostu slasher. A z drugiej strony pojawiają się w tej książce klisze (i wspomina o nich, nie bez racji Agnieszka Brodzik) – ojciec bohatera, który w ostatniej chwili wykrzykuje kluczową informacje, grupa dzieciaków – już jako dorosłych, próbująca rozwikłać zagadkę powtarzającej się grozy, motyw muzeum, w którym trzymany jest „artefakt” – dziennik starego poszukiwacza skarbów, zagadka rozwiązywana za pomocą komiksu… no i jest jeszcze największy ból, czyli zakończenie, które po pierwsze miało zaskakiwać – i owszem, tutaj spełniło swoją rolę – a po drugie miało przełamywać barierę książka-czytelnik. Po pierwsze skupię się na tym pierwszym aspekcie zakończenia – zaskoczyło, ale… dobre zaskakujące zakończenie w mojej opinii powinno być podparte wcześniejszą akcją i pewnymi składnikami fabuły, które w momencie kiedy twórca odsłania karty, okazują się być „oczywiste” – prowadzą właśnie do takiego, a nie innego zakończenia. Czytelnik jest zaszokowany, że wcześniej nie zauważył pewnych aspektów. Wszystko ułożone jest w logiczną całość. U Kariki tego nie dostrzegłem. Cała sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie w przeciągu chwili – bez uzasadnienia. Bo tak. Nie podoba mi się to. Drugim aspektem zakończenia jest to mrugnięcie do czytelnika, próba przełamania czwartej ściany. Coś podobnego zrobił Marek S. Huberath w swoim „Gnieździe światów”. W tamtym przypadku, przyznam, byłem wstrząśnięty i zapamiętam książkę na całe życie (do dziś zresztą eksponuję ją na zaszczytnym miejscu swojego regału). Tutaj – w przypadku „Strachu” całość zabrzmiała dla mnie jak zakończenie obozowej opowieści o duchach – do której zresztą w zakończeniu sam autor się odnosi. Szczerze więc rozumiem efekt, o którym mówisz, bo sam – szczególnie po szaleńczym entuzjazmie Sebastiana Sokołowskiego z Okiem na Horror – podchodziłem do tej książki z bardzo wysokimi wymaganiami. Słyszałem przecież, że to „Absolutny HIT!” – nie mogę się więc dziwić, że zderzając się ze „Strachem” niektórzy czytelnicy po prostu poczują zawód. A ten potrafi z dobrej, ale przereklamowanej książki zrobić lekturę beznadziejną i złą – jeśli nie ma się wyrobionej pewnej czytelniczej i medialnej odporności. To też chciałem zwórcić uwagę na fakt, że takimi peanami można każdemu dziełu zrobić krzywdę. Wydawnictwo Stara Szkoła reklamowała „Strach” – to prawda, ale raczej z umiarem, na jaki ta książka zasługuje. Nie twierdzę oczywiście, że krytycy z Oka i Wielkiego Buka naciągnęli oceny – wierzę, że „Strach” im się bardzo spodobał. Myślę jednak, że ważnym we wszelkiej krytyce narzędziem jest powściągliwość. Innymi słowy, można napisać pochwalny tekst bez wystawiania laurki. To bardzo miłe, ale myślę, że właśnie na przykładzie „Strachu” Jozefa Kariki widać, że może to zaszkodzić w odbiorze, powodując przesadę w drugą stronę – taką, jaką zaserwowało Carpe Noctem. Każdy krytyk ma oczywiście prawo do własnego zdania i oczywiście, „Strach” również może być przez kogoś odebrany tak źle, że się go zmiesza z błotem. Zastanawiam się tylko, jaki to wszystko ma sens. Tak, jak już mówiłem na początku, „Strach” w mojej opinii nie zasługuje na peany i wystawianie not 10/10. Autor również nie zasługuje na to, by mówić o nim, że „nie umie pisać” – szczególnie po lekturze tylko jednej jego książki. Więcej, po lekturze „Strachu” jestem przekonany, że Karika pisać bez wątpienia umie i wychodzi mu to całkiem dobrze. Umie budować klimat, zna wartość dobrego strachu… nawet, jeśli w mojej opinii przewrotne zakończenie nie do końca mu wyszło, umie też w przewrotny sposób myśleć. Podobają mi się także momenty, w których czuć, że „zło” się zbliża. Że wchodzi do domu głównego bohatera, zostawia mu „prezenty”. Albo też to, co zostaje po porywanych dzieciach. Nie mam wątpliwości, że „Strach” jest naprawdę dobrym horrorem.

Piotr Borlik: Krytykujesz zakończenie, ale uważam, że i tak robisz to zbyt subtelnie. Tu trzeba powiedzieć wprost: ZAKOŃCZENIE JEST TRAGICZNE. We wspomnianej wcześniej recenzji nie chciałem zdradzać za dużo, ale teraz pozwolę sobie na więcej. Autor przez całą powieść buduje historię, w której główny bohater ucieka przed złem czającym się w lesie, by na sam koniec stwierdzić, że w sumie to żartował i wcale się nie boi, bo wcześniej się skumał ze złymi siłami. Tak po prostu nie wolno. To jest zwykłe oszukiwanie czytelnika. Tutaj muszę wrócić do warsztatu Kariki. Widzę bowiem dwie opcje: albo autor nie udźwignął narracji pierwszoosobowej, opisywał emocje, których główny bohater nie miał prawa odczuwać; albo pisząc książkę, nie miał pomysłu na zakończenie, stworzył głównego bohatera, straszył go, a na koniec, nie mając co z nim zrobić, zaprzeczył wszystkiemu, o czym pisał wcześniej i zrobił z niego czarny charakter. Jaka by nie była przyczyna, wyszło bardzo, bardzo źle. Dlatego też nie wiem, czy sięgnę po kolejną książkę Kariki, jeśli takowa ukaże się na polskim rynku. Nie chcę przeżyć kolejnego oszustwa. Tym razem np. osiedle, na którym mieszka główny bohater, zostanie otoczone ciągnącym się do nieba murem z ludzkich ciał, a na środku placu zabaw wyrośnie gadające drzewo. Jako czytelnik będę ciekawy, o co w tym chodzi. Dlaczego tak się stało? Jaki związek ma drzewo z murem z ludzkich ciał? Autor więc zafunduje protagoniście serię przygód, po której dowie się, że korzenie gadającego drzewa umożliwiają oczyszczenie z grzechów, co z kolei pozwoli mu przejść przez mur i poznać prawdę. Główny bohater ryzykuje, zjada korzeń i… budzi się we własnym łóżku, gdyż wszystko to było jedynie snem. <Wiem, przerysowany przykład, ale w dużej mierze oddaje to, jak poczułem się po zakończeniu „Strachu”>.

Żeby nie było tak surowo, i tak „Strach” lokuję w pierwszej piątce książek wydanych w 2017 roku (nie licząc wznowień). Dlaczego? Raz, że konkurencja również nie powaliła na kolana. Dwa, że polubiłem głównego bohatera. Zwróciłeś uwagę na ojca bohatera, który w ostatniej chwili wykrzykuje kluczową informację. Jasne, nie jest to najlepsze rozwiązanie. Sytuację jednak ratuje fakt, że główny bohater nie olewa sprawy i od razu sprawdza, co ojciec miał na myśli. Zazwyczaj autorzy robią w tym momencie idiotę z czytelnika, a ich postacie bagatelizują kluczową dla fabuły informację, by za dwieście stron przypomnieć sobie o wszystkim i zafundować sztuczny twist. Tu tego nie ma. Bohater „Strachu” podejmuje rozsądne decyzje. Dla przykładu, gdy straszna wiedźma mówi ci: „Cokolwiek by się nie działo, nie otwieraj tych drzwi”, to zwyczajnie ich nie otwierasz. Tymczasem postacie z większości współczesnych powieści postąpiliby na odwrót. Ufam, że bohater Kariki trzymałby się od tych drzwi z daleka. Nie zachowuje się naiwnie ani irracjonalnie, a to w dobie dzisiejszych horrorów naprawdę wyróżnia powieść.

Michał Stonawski: Ja z kolei mam wrażenie, że oceniasz zakończenie „Strachu” zbyt surowo. To prawda – mnie również nie przypadło do gustu, ale żeby zaraz mieć wątpliwości, co do przeczytania dalszych książek autora? Wielu z nich ma problem z zakończeniami. Stephen King w zakończeniu „Mrocznej Wieży” podpadł dosyć sporej grupie fanów (chociaż ja się do nich nie zaliczam, uważam, że zakończenie jest świetne), o samym Andrzeju Sapkowskim mówi się, że nie był w stanie udźwignąć zakończenia swojej sagi o Wiedźminie. Znów – spierałbym się, ale ciężko jest zakończyć dobrze. Nie zmienia to faktu, że po Karice spodziewałem się więcej – obserwując jak rozwija się jego książka. Ale sądzę, by powstrzymało mnie to przed sięgnięciem po jego kolejne opowieści – więcej, jestem zwyczajnie ciekaw tego pisarza. Póki co, powiedziałbym, że jest po prostu nierówny. Z jednej strony potrafi stworzyć świetny klimat a i pióro ma niezgorsze, z drugiej wydaje się sięgać po kalki i na siłę tworzyć twisty – lub też tworzyć je nieumiejętnie. No i – tak jak i Ty, polubiłem głównego bohatera. Również cenię sobie to, że Karika podejmuje dialog z naiwnością bohaterów w horrorach, przedstawiając własne rozwiązania. To są właśnie rzeczy, które sprawiają, że jednak chciałbym sięgnąć po inne książki Kariki. Po „Strachu” nie stałem się jego fanem – ale też bardzo daleko mi do zniechęcenia do pisarza.

O Autorze

Michał Stonawski (ur. 1991 r. w Krakowie) - Redaktor naczelny lubiegroze.pl. Autor beletrystyki, publicysta, krytyk literacki. Debiutował w 2010 roku opowiadaniem "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010". Od tego czasu opublikował ponad trzydzieści opowiadań tak elektronicznie, jak i na papierze (ostatnio: "Cisza" w "Nowej Fantastyce"). Aktywny członek fandomu fantastyki, organizator i koordynator eventów literackich, w latach 2014-2016 współorganizator Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Na 2017 rok planowana jest premiera książki "Mapa Cieni: Kraków", której jest pomysłodawcą, redaktorem i współautorem. Ostatnio próbuje swoich sił jako Game Developer - wiceprezes Alrauna Studio. Kontakt: mstonawski@gmail.com

Podobne Posty