Debiutancki zbiór opowiadań niesamowitych Pawła Palińskiego „Cztery Pory Mroku” budzi mieszane uczucia. Obok elementów znakomitych, świetnie napisanych, intrygująco wymyślonych, pojawiają się również fragmenty pretensjonalne czy wręcz irytujące.

Zacząć trzeba od formy. Paliński pisze dobrze, ale bardzo manierycznie, siląc się, by tworzyć jak najwięcej niebanalnych i misternie skonstruowanych zdań. Czasami tekst robi się rzeczywiście nadzwyczajnie piękny, ale kiedy autora poniesie ułańska fantazja, wymyślna forma potrafi wzbudzić głównie konsternację a coś, co w założeniu ma być efektowne, robi się tylko efekciarskie.

Wystarczy rzucić okiem na spis treści. Silenie się na napuszoną oryginalność widać już po tytułach niektórych opowiadań. Takie jak „Zapłacz, a ja Cię ukoję, rzekła Śmierć”, „Trikkety-trakkety-trak, albo ze szczęściem nie ma żartów”, czy „To dla Lucy Lee, choć Lucy Lee już tu z nami nie ma” trochę śmieszą swą bombastycznością (co ciekawe, to najciekawsze teksty w zbiorze, o czym za chwilę).

W samych opowiadaniach również zdarzają się co i rusz fragmenty grubo przeszarżowane. Czasem ma się wręcz wrażenie, że redaktor powinien zainterweniować (tytułem przykładu zacytuję : „Podniosłem się ciężko, bo walczyłem z potworną ssącą siłą, której środek wektora przypadał na punkt dokładnie pomiędzy pośladkami” sic …). A zaraz obok są zdania autentycznie urzekające urodą i elegancją.

Przejdźmy jednak od formy do treści – ostatecznie to fabuła jest solą opowieści. Tutaj jest równie ambiwalentnie. Są teksty naprawdę dobre, są też niestety srodze przeciętne.

Dwa najlepsze to, przywołane już dla swych barokowych tytułów „Trikkety” i „Lucy Lee”.

Pierwszy z nich to oparta o przejmującą historię dyskryminacji wariacja na temat swoistego Dextera, seryjnego mordercy zabijającego jeszcze gorszych od siebie zwyrodnialców. Drugi zaś to niezwykła, fantasmagoryczna historia o pokerowej (dosłownie) grze, jaką prowadzi pewien szuler ze Śmiercią. Fabularnie bardzo creepy, z przejmującym przekazem i intrygującym zakończeniem.

Z pozostałych opowiadań w pamięci zostaną mi pewnie jeszcze „Zapłacz,  A Ja Cię Ukoję…” trochę przypominająca barkerowskiego Candymana/Zakazanego, opowiadająca o mordercy, który, mimo że został zmyślony, zaczyna mordować realnie, oraz „Judasz Z Krwi I Kości”, mroczna historia psychopaty, tworzącego żywe rzeźby z porywanych i torturowanych przez siebie ofiar (tutaj z kolei rodzą się skojarzenia z thrillerami Thomasa Harrisa).

Reszta opowiadań jest dość przeciętna, i nie bardzo potrafiła przyciągnąć moją uwagę na dłużej. Czy mowa o wampirze, który znudzony nieśmiertelnością odnajduje radość życia w ucieczce przed łowcą („Wiele Lat”) czy o ukrywających się między ludźmi wilkołakach („Krótka Ballada…”), czy w końcu o zakochanym duchu („Pięć Minut”), niby nie jest źle, ale zawsze czegoś brakowało, czegoś, co spowodowałoby, że na dłużej pozostaną w pamięci.

Jedno jest niezmienne, szarżujący, nastawiony na mocny efekt, indywidualny styl Palińskiego. Dla niektórych może być to wartość dodana, większość czytelników będzie on jednak, przynajmniej chwilami, irytował. W ogóle wydaje się, że ambicje Palińskiego sięgają poza getto miłośników horroru – że to kolejny pisarz gotów do wejścia w mainstream. Na pewno jego warsztat (może po pewnym okiełznaniu) a i zainteresowania predestynują go do tego – warto zauważyć, że tylko niektóre z opowiadań zawierają w sobie element fantastyczny, częściej są to psychothrillery – takie współczesne contes cruels.

Polecane dla wielbicieli Dobrze Napisanej, Kwiecistej Prozy, psychologizowania i obyczajowości w horrorze, swobodnie rozumianej Ameryki (akcja opowiadań umieszczona jest właśnie z zmitologizowanej Ameryce) – czyli konkretnie Stephena Kinga, którego proza dość wyraźnie fascynuje Palińskiego. Warte uwagi, choć momentami drażniące.

Ocena łączna 6/10