„Brutalność” Norberta Góry to zbiór opowiadań niesamowitych budzący nieco mieszane uczucia;  efektowne i sprawnie opisane sceny grozy budzą uznanie, niestety rozwiązania fabularne, niekiedy zbyt proste i banalne, rozczarowują.

+

W wypadku opowiadań „E-mail z zaświatów” czy „Wirtualne Demony” same ich tytuły są spojlerami. W pierwszym przypadku mail od zmarłej matki ostrzega bohaterkę przed niebezpieczeństwem grożącym rodzinie, w drugim zaś dowiadujemy się, że Internet to Brama, przez którą na świat przybywają Piekielne Demony. Jak pisałem wyżej, w obu tekstach pojawiają się dobre, mocne momenty grozy, fabuły obu są jednak rozczarowująco proste.

Do bardziej udanych należą nieco ketchumowskie teksty – „Praca Twoich Marzeń” i „Mężczyzna Który Chciał Więcej”. To dwie brutalne historie, w których ofiara handu żywym towarem („Praca…”), czy też kobiety terroryzowane przez morderczego maniaka seksualnego („Mężczyzna…”), biorą krwawy odwet na swych prześladowcach. Opowiadania te, pozbawione elementu fantastycznego, budzą skojarzenia z dalekowschodnimi revenge thrillerami w rodzaju „I Saw The Devil”  i to właśnie w nich najbardziej do głosu dochodzi tytułowa brutalność.

W  „Koszmarze Nocnej Zmiany” diabeł wraca po latach by odebrać dług od jednego z pensjonariuszy szpitala dla umysłowo chorych. I jeszcze raz  mamy efektowne sceny grozy (nocny atak na szpital), którym szkodzi banalny i irytujący naiwnością finał.

Warto zwrócić uwagę na „Przewodnik Koszmarów” – chyba najzręczniejsze w całym zbiorze opowiadanie, z efektownie zawiązaną fabułą, opisującą zemstę zdemaskowanego scenicznego showmana, wywołującego u widzów tytułowe koszmary.

Również w „Wyspie Boga Agonii” punkt wyjściowy fabuły – wyspa więzienna przeznaczona dla kilku seryjnych morderców – jest średnio udany. Za to sama fabuła z grasującym w więzieniu lovecraftowskim „Potworem Mówiącym Bhlerg” jest dla odmiany zręczna, odpowiednio straszna i przynosząca żywsze bicie serca.

„Niech Przyjdzie W Chwale” jest chyba najsłabsze w całym zbiorze. Znowu zawodzi strasznie banalny pomysł wyjściowy. Domorośli sataniści na koncercie black metalowym przyzywają Złego, który, trzeba trafu, odpowiada na ich wezwanie – żadnego w tym twista ani zaskoczenia.

I wreszcie „Dom Bez Opieki”, opowiadający historię pielęgniarza, odkrywającego w domu opieki upiorną tajemnicę, którą pragnie wyjawić policji. Ponownie –  ciekawy pomysł i rozczarowująca konstrukcja, przewidywalnie poprowadzona kreską od punktu A do punktu B

+

Lektura „Brutalności” wzbudza, jak wielokrotnie pisałem, mieszane uczucia. Konkretne, udane pomysły wyjściowe i dość sprawny styl narracji budzą uznanie, jednak z drugiej strony nie można uwolnić się od odczucia niedosytu. Z trzech elementów tworzących udaną prozę gatunkową – formalnego warsztatu pisarskiego, dobrego pomysłu wyjściowego i ciekawego rozpisania akcji – ten ostatni wyraźnie kuleje. Większość opowiadań stanowczo zbyt prosto i w oczywisty sposób zmierza do celu. Nie dyskwalifikuje to tych tekstów, tam jest dużo grozowego dobra. Mocne sceny i sporo tytułowej „brutalności” momentami przypominają Barkera. Tyle, że takiego Barkera bezpiecznego, bez nuty szaleństwa i namiętności, które czynią prozę Anglika tak niezwykłą. Pamiętając doskonałe opowiadanie Góry z antologii Sny Umarłych liczyłem nie nieco więcej. Całość tak pomiędzy 5 a 6.

PS.

(Przy okazji małe sprostowanie – macocha to matka ojca, a ojczym to mąż matki, zaś wujek i ciocia, nawet jeśli opiekują się siostrzenicą, są nadal tylko wujkiem i ciocią. To w kontekście pierwszego opowiadania)