Zachwycający horror, bardzo smutny i wraz z upływem stron coraz bardziej straszny, z absolutnie wspaniałym zakończeniem.

Mała dziewczynka zostaje zgwałcona i zamordowana przez swego krewnego. Wiele lat później jej gniewny duch, niepogodzony ze swym tragicznym losem, opętuje 7-letnią Missy, która wraz z rodzicami zamieszkała w domu, w którym rozegrała się tragedia.

Missy zaczyna dziwnie się zachowywać. W trakcie zabaw lubieżnym zachowaniem doprowadza do histerii jedną ze szkolnych koleżanek, drugą rani, zgniatając jej ręce w szufladzie, uwodzi bezwolnego wobec jej mocy ojca. Gdy w  końcu w ataku szału  rzuca się dziko na matkę, usiłując ją zamordować, rodzice zmuszeni są zwrócić się o pomoc psychologiczną.

Pani psycholog, z pochodzenia Cyganka, rozpoznaje objawy demonicznego nawiedzenia. Mimo sprzeciwu ojca, szydzącego z dziwacznej, zabobonnej „diagnozy”, zrozpaczona matka wzywa na pomoc swego szwagra, pastora. Do walki o duszę małej Missy włącza się również pani psycholog, porzucając naukę i wracając na grunt starych cygańskich wierzeń.

Jednak trawiące ducha skrzywdzonego dziecka uczucia, nienawiść, rozpacz, oraz tęsknota za odebranym życiem, są potężne…

*

Jak to możliwe, że tak dobra powieść nie odniosła szczególnego sukcesu wśród fanów horroru na świecie? Że nie wygrywała rankingów popularności, nie została zekranizowana? Pewnie jakiś wpływ na to miały fabularne zapożyczenia – „Przeklęte bądź, dziecię” jest wyraźnie inspirowane demonicznymi horrorami lat 70tych, przede wszystkim „Egzorcystą” i „Omenem”. Castle używa jednak sprawdzonych tam patentów fabularnych by opowiedzieć własną, oryginalną historię, opowieść o tragedii, koszmarze wykorzystywanych seksualnie dzieci. Być może zatem to właśnie ekstremalna tematyka powieści budzi w czytelnikach dyskomfort skutkujący mniejszą popularnością, i to pomimo taktu, z jakim Castle opisywał najbardziej drastyczne momenty (przyznać też trzeba, że łatwość, z jaką mężczyźni w powieści gotowi są wpaść w sidła 7-latki jest  mocno niepokojąca…).

Mimo formalnych podobieństw główna idea zawarta w powieści różni „Przeklęte bądź, dziecię” od książki Blatty’ego. O ile „Egzorcysta” był próbą literackiej odpowiedzi na bunt nastolatków, na ich sprzeciw wobec obowiązujących zasad i reguł, o tyle książka Castle’a koncentruje się na nieukojonej krzywdzie wyrządzanej małym dzieciom. To ta krzywda, utrata życia, potworność śmierci powoduje niepokój, zagubienie duszy, która powraca w ciele małej Missy.

„Przeklęte bądź, dziecię” stanowi znakomity przykład warsztatu pisarskiego. Wszystko jest w książce doskonałe – organizacja narracji, znakomicie rozwijająca się, fabuła, niebanalne, intrygujące postaci, przejrzysty styl. Castle pisze równie perfekcyjnie jak Stephen King, unikając przy tym jego dłużyzn i gadulstwa. Naprawdę rzadko można spotkać tak sprawnie opowiadaną historię.

Po brutalnym prologu długo czekać trzeba na rzeczywisty horror – duża część powieści wzbudza u czytelnika raczej niepokój niż szokuje jump scenami. Nadto odnosi się wrażenie, że fabule brakuje nieco oryginalności – akcja bowiem konsekwentnie wydaje się zmierzać do dość przewidywalnego finału. Tym większy szok i zaskoczenie wzbudzają końcowe rozdziały, zmieniające książkę, do tej pory tylko dobrą, w książkę wybitną. Castle nagle śmieje się utartym schematom fabularnym w twarz, a groza finałowych rozwiązań wręcz mrozi krew w żyłach. Nie dziwi, że takie zakończenie wzbudziło u wielu czytelników szok i rozczarowanie – ostatnia scena sprawia wręcz wrażenie, jakby sam Autor przeraził się tego, co napisał, i jakoś próbował zamknąć opowieść jaśniejszym akcentem (nb. niezbyt przekonywująco). W mojej ocenie finał tylko wzmacnia mroczny, intensywny przekaz książki.

Rzadko spotykany przykład idealnego połączenia, gdzie  książka jest nie tylko  znakomita fabularnie ale i poważnie, głęboko porusza najtrudniejsze tematy.

PS.

„Cursed Be The Child” po raz pierwszy pojawiła się w Polsce jako „Zagubione dusze”, wydana przez Amber we wczesnych latach 90tych. Problem w tym, że wydanie Ambera było….pirackie. Trudno odpowiedzieć, dlaczego. Amber z zasady nie był wydawnictwem pirackim, zatem podejrzewam jakiś bałagan, czy to u nas, czy to u agenta Autora. Dziś to już nieważne, dzięki bowiem staraniom Phantom Books mamy wreszcie wydanie „legit”, dodatkowo z nowym, zgrabnym tłumaczeniem Łukasza Radeckiego. Na pochwałę zasługuje świetna okładka rewelacyjnego Petera Stanimirova, zganić z kolei trzeba nieliczne, ale pojawiające się tu i ówdzie błędy redakcyjne.

Przeklęte bądź, dziecię” to, z szacunkiem dla innych wydanych przez Phantom Books tytułów,  zdecydowanie najlepsza ich pozycja. Absolutny top. Koniecznie !