Mroczny dramat społeczny dla niepoznaki przebrany w kostium powieści grozy. O ile bowiem element fantastyczny Kostuszki jest wyraźnie pretekstowy, o tyle część obyczajowa pisana jest na poważnie, ponura i przygnębiająca. Wraz z powieścią Mori polska groza wzbogaciła się o wyjątkowej wręcz klasy monstrum – babcię Józefę – postać, która swym odrażającym fanatyzmem religijnym zawstydziłaby samą Margaret White*.

Ośmioletnia Konstancja, pieszczotliwie zwana Kostuszką (tytułowe zdrobnienie, mimo że może wydać się szokujące, jest jak najbardziej prawdziwe, mój Tata miał ciocię Kostusię) żyje otoczona rodzinnym szczęściem w Anglii. Pewnego dnia jednak to szczęście się kończy, mama zostaje brutalnie zamordowana, oskarżony o popełnienie tej zbrodni ojciec aresztowany, a dziewczynka trafia pod opiekę zamieszkałej w Polsce babci.

W tym miejscu zaczyna się prawdziwy horror. Upiorna babcia Józefa to piekielna mieszanka ortodoksyjnej hiperdewocji i obrzydliwej hipokryzji (ta mieszanka wydała mi się tak drastyczna, że aż nieco przesadzona). Jej prostackie religianctwo i kołtuneria połączone są z zimnym okrucieństwem i hipokryzją. Kostusia pada ofiarą nienawiści, jaką demoniczna Babka żywiła od dawna do zamordowanej matki dziewczynki, zbuntowanej przeciw panującemu w domu dewocyjnemu terrorowi.

Dziewczynka ucieka przed otaczającą ją rzeczywistością w świat, zapisany w pamiętniku mamy. Niestety, świat ten jest równie straszny jak otaczająca Kostusię rzeczywistość. W notesie przywołane są upiorne wspomnienia dzieciństwa i młodości w domu Józefy. Młoda Anna była zastraszana, bita, dręczona psychicznie i fizycznie przez matkę i jej koszmarnego brata. Do tego doszła najgorsza trauma – gwałt dokonany za pozwoleniem Józefy (znowu – sytuacja chyba za ostra, przerysowana).
W zeszycie Anny zapisane są również jej studia nad słowiańską demonologią ludową. Ostatecznie to właśnie słowiańskie upiory okażą się ostatnią szansą na ratunek nieszczęsnej dziewczynki…

„Kostuszka” chyba nie powinna być horrorem. Niezbyt przekonujący, traktowany przez autorkę trochę po macoszemu element fantastyczny nie bardzo pasuje do rzeczywiście przejmującego i przygniatającego dramatu obyczajowego, który jest prawdziwą treścią książki. To w nim widać pasję i żar, z którym pisana była powieść – przy opisach demonicznej Józefy, jej podłej i głupiej córki oraz piekielnego braciszka, wuja Tadeusza. Kolejne pojawienia się koszmarnej babci to najjaśniejsze (mimo, że fabularnie najmroczniejsze) punkty powieści – aż się czeka na nie !

To pozytywne wrażenie nieco psuje zbytnia dosłowność narracji, gruba czarna krecha, którą Mori nakreśliła wszystkie występujące w powieści postaci. Komiksowo zła Józefa nie ma ani jednego jasnego punktu, jest tak samo zakłamana jak groteskowo wręcz nieczuła. Sam diabeł odwróciłby się od niej z niechęcią. Podobnie jednowymiarowe, czarne do bólu postaci to głupia, podła i okrutna córka i demoniczny wuj Tadeusz.

Dla odmiany małżeństwo Anny odmalowane jest do zemdlenia wręcz słodko. Tutaj, wydaje się, ani jedna chmurka nie pojawia się na błękitnym niebie rodzinnego szczęścia. I to do stopnia, w którym w czytelniku zaczynają rodzić się wątpliwości. O ile można zrozumieć, dlaczego Anna o swych tragicznych, koszmarnych losach nie chciała opowiadać mężowi, o tyle niewiarygodne jest, by po nich wciąż tęskniła za rodzinnym domem i wyrodną matką, by czekała na kartki pocztowe z Polski, pisała listy bez odpowiedzi i wciąż szukała odbudowania relacji rodzinnych.
Zabieg skontrastowania obu światów wydaje się zamierzony przez autorkę, ale jego przerysowanie szkodzi balansowi powieści . Taki ostry podział odpowiedni byłby w pulpowej książce rozrywkowej, poważnemu dramatowi obyczajowemu zwyczajnie przeszkadza.

Z kolei pewna niedbałość autorki o szczegóły fabularne pogarsza wiarygodność powieści. Mam na myśli niestarannie rozpisany wątek angielski. Przede wszystkim nie wiadomo, z jakiej w końcu przyczyny angielska policja postanowiła aresztować ojca ? Żadne okoliczności nie uprawdopodobniały popełnienia przez niego zbrodni (może gdyby małżeństwo Anny nie było tak idylliczne, łatwiej byłoby to uzasadnić ?). Osobiście przeszkadzał mi również (choć faktycznie fabularnie fakt ten nie miał żadnego znaczenia) brak rozwiązania zagadnienia morderców.

Od strony warsztatowej napisane jest wszystko bardzo sprawnie, bez może jakichś szczególnych fajerwerków stylistycznych, ale przejrzyście i wciągająco.

Trudno o jednoznaczną ocenę „Kostuszki”. Jako rozrywkowy horror zawodzi, grozy jest relatywnie mało i jest ona dość zdawkowa. Lepiej wypada jako dramat społeczny, przeraża, przygnębia i mocno zostaje w pamięci. Trochę więcej finezji, zniuansowania motywów i złagodzenia kontrastów bardzo wyszłoby jej na dobre, przydając realizmu i wiarygodności. Takie mieszane 5/10

*jedna z postaci wystepujących w debiutanckej powieści Stephena Kinga „Carrie”, w dużej mierze poświęconej fanatycznemu obłędowi religijnemu.

  • Szymas

    Ode mnie trzy uwagi:
    1. Gdybyś poczytał trochę reportaży dot. prawdziwych zbrodni, zapewne nie wysnułbyś wniosku o przerysowaniu przemocy. Rok, półtora temu wyszła np. świetna i niezwykle ciekawa pozycja Izy Michalewicz. Zresztą sięgnij choćby po fikcyjne „Ciemno, prawie noc”, które przebija w tej materii „Kostuszkę” po tysiąckroć.
    2. Ten fragment – „O ile można zrozumieć, dlaczego Anna o swych tragicznych, koszmarnych losach nie chciała opowiadać mężowi, o tyle niewiarygodne jest, by po nich wciąż tęskniła za rodzinnym domem i wyrodną matką, by czekała na kartki pocztowe z Polski, pisała listy bez odpowiedzi i wciąż szukała odbudowania relacji rodzinnych.” – pokazuje, że nie masz bladego pojęcia o relacjach łączących ludzi w takich sytuacjach. Właśnie to stanowi ogromny problem patologicznych rodzin, alkoholizmu czy przemocy domowej. Tak to niestety działa 🙁
    3. W komentarzu na grupie moja tolerancja wzrasta, ale przy takiej publikacji jednak oczekiwałbym korekty. Choćby przez wzgląd na szacunek do potencjalnych czytelników.

    • Galfryd Dragon

      Przede wszystkim dzięki serdeczne za głos w dyskusji. To najlepsze, co może się wydarzyć – dla samej książki, dla portalu, dla raportującego, w końcu dla całej tzw. Polskiej Grozy XXI. Nic bowiem nie ożywia lepiej, jak literacka dyskusja. A przechodząc do meritum :

      1. Ja co do zasady nie uważam przemocy w powieści za przerysowaną – no, oprócz wspomnianej w treści raportu sceny gwałtu dokonanego za zgodą hiperreligijnej matki. Mało, ja MAM ŚWIADOMOŚĆ, że osoby takie jak Józefa naprawdę istnieją. Niemniej moje odczucie jest odczuciem czytelnika powieści. Jest takie włoskie powiedzenie – si non e vero, e ben trovato (nawet jeśli nieprawda, to ładnie opowiedziane). W Kostuszce mam wrażenie odwrotności – nawet jeżeli to prawda, to nie zawsze przekonująco jest opowiedziana. Nie przypadkiem przywołałem w raporcie postać Margaret White – jako (IMO oczywiście) doskonały literacki przykład opisu obłędu religijnego prowadzącego do tragedii. Opis Kinga też jest przegięty na maksa – ale mieści się w granicach akceptowalności.

      2. Co do kontrastu pomiędzy „czernią” domu Józefy i „bielą” domu Anny – uważam to za świadomy zabieg literacki Carli – pokazanie odwrotności piekła domu rodzinnego. Faktycznie niekoniecznie mam duże pojęcie o funkcjonowaniu rodzin patologicznych, ale znam osoby, które zaznały krzywdy od swych rodziców – po wyprowadzce z domu z reguły krzywdy te głęboko w nich tkwiły, NIE POZWALAJĄC na kontakty z krzywdzącymi. Różne są doświadczenia. NATOMIAST mam ogromne doświadczenie w prowadzeniu trzyosobowej kochającej się rodziny z córeczką. I, naprawdę, nie zawsze jest tak różowo („biało”), jak w Kostuszce. Na początku czułem palące wyrzuty sumienia – dlaczego ja, my nie byliśmy tak doskonali ? A potem uświadomiłem sobie, że ja też pochodzę z trzyosobowej kochającej się rodziny, że nie oddałbym za nic w świecie ani chwili dzieciństwa i młodości z moimi Rodzicami, a w moim domu TEŻ NIE BYŁO aż tak słodko i różowo. No i uznałem, że ten element jest jednak przerysowany.

      3. Uwagi nt. braku korekty przyjmuję redakcyjnie z pokorą – postaramy się, „by był to dla nas bodziec do jeszcze lepszej i intenzywniejszej pracy” (Jan Piszczyk – Zezowate Szczęście).

      Priwiet, serdeczne dzięki i zapraszam zawsze do dyskusji – a im ostrzej przyjdzie mi atakować, tym ostrzej atakuj 🙂 Wszystko na chwałę Polskiej Grozy XXI.