Trochę dan-brownowski thriller religijno historyczny, trochę (ale niewiele) horror, nieźle warsztatowo napisany i z ciekawym pomysłem wyjściowym, niestety, zawodzący pod względem emocjonującej akcji, której w książce zaskakująco niewiele.

+

Pewien węgierski naukowiec fascynuje się postacią niemieckiego rientalisty i teologa Augusta Erdmanna oraz prowadzonymi przez niego badaniami nad legendą dotyczącą Szczurołapa z Hameln. Zgodnie ze znaną opowieścią szczurołap na zamówienie rajców miejskich przy pomocy gry na flecie wyprowadził z miasta trapiące mieszkańców szczury. Gdy następnie odmówiono mu zapłaty, w taki sam sposób pewnego dnia uprowadził  z miasta wszystkie dzieci. Zainteresowania naukowca podsycają dziwaczne, koszmarne sny, w których nieznany głos nakazuje mu „dotrzymać umowy”.

W przerwach między wertowaniem starych dokumentów i opracowań naukowych tematu bohater wdaje się w romans ze swą  miłością z lat dziecinnych, następnie zaś wyjeżdża na badania do Jerozolimy. Ostatecznie los wiedzie go do Oxfordu. Tutaj odkrywa kolejne elementy układanki, nawiązując kontakt  (no i wikłając się w kolejny romans) ze spadkobierczynią jednego z uczniów Erdmanna. Przy jej pomocy odczytuje on niepokojące listy jej przodka, pracującego przy znaleziskach profesora i odczytującego mroczne starożytne inskrypcje, z których wynika, że rodowód średniowiecznego Szczurołapa sięga starożytnego kultu i składanych w ofierze dzieci.

Jak się okazuje, kult trwa do dziś, do dziś składane są dziecięce ofiary, a każdemu, kto zbyt blisko podejdzie do tajemnicy, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

+

Pomysł trwającego od starożytności mrocznego kultu, który w celu pozyskania przychylności demonicznych sił składa ofiary z dzieci jest bardzo dobry, dający możliwość zbudowania efektownej fabuły, mogącej rozwinąć  się zarówno w kierunku sensacyjnego thrillera jak i horroru. Niestety, ta sztuka autorowi się nie udała. Mimo warsztatowej sprawności narracyjnej i przyjaznego w lekturze, kompetentnego stylu, w powieści niezbyt wiele się dzieje. Lwią jej część zajmują mało fabularnie efektowne poszukiwania śladów starych legend, tłumaczenia tekstów, rozmowy naukowców i ustalenia faktów. Po pewnym czasie zaczyna to być mocno nużące. Sytuacji nie poprawiają niezbyt interesujący bohaterowie, począwszy od dość komiksowego, wyraźnie zapatrzonego w Indianę Jonesa, głównego bohatera (kiedy w pewnym momencie zaczyna gromić swoich przeciwników ciosami taekwondo robi się niezamierzenie śmiesznie), poprzez jego naukowych kolegów czy wybranki serca. Zresztą te uczuciowe perypetie również opisane są dość przeciętnie.

Warto zwrócić uwagę, że Michalak nie wykorzystuje nawet potencjału przygodowego obecnego w fabule powieści – sporo zdarzeń zapowiadających pełne napięcia wydarzenia rozgrywa się niejako poza sceną, na której bryluje a to czytający stare dokumenty, a to znowu tokujący z naukowymi partnerami węgierski badacz.

Bardzo efektowny pomysł wyjściowy i parę udanych momentów pozwala uznać „Denar Dla Szczurołapa” za w miarę strawne wakacyjne czytadło, liczę jednak, że w kolejnych powieściach autor znacznie bardziej popracuje nad fabularną atrakcyjnością.